2009 czerwiec 2008 październik wrzesień maj styczeń 2007 grudzień listopad wrzesień sierpień lipiec maj kwiecień 2006 listopad październik sierpień czerwiec maj marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień ...in........guestbook...... Czerwony Leaurek ad.5 ad.4 ad.3 ad.2 ad.1 Lea Demolka wspomina dzieciństwo ad.24 ad.23 ad.22 ad.21 ad.20 ad.19 ad.18 ad.17 ad.16 ad.15 ad.14 ad.13 ad.12 ad.11 ad.10 ad.9 ad.8 ad.7 ad.6 ad.5 ad.4 ad.3 ad.2 ad.1 High IQ Cultural Performance GROSSBOSS - This is new uncultural Boogie from Brooklin Wandertoonel Anthony Goiceolea Jan Saudek Esher Boris Vallejo Naoto Hattori Paparazzi Vlancop Invisiblered Ikarus w trasie Lea Demolka Uważaj na chaszcze... Śledząc buty IQ 3,5 Normalnie bratnia siostra Redakcji Wywiad z Komarem Epilog Episode 12 Episode 11 Episode 10 Episode 9 Episode 8 Episode 7 Episode 6 Episode 5 Episode 4 Episode 3 Episode 2 Episode 1
|
2009-06-11... ...
GrossBossa córa ma niezłego czupura :P I tak moi drodzy mam swoją Rzodkiewkę. Blog spełnił swoje zadanie i dobiegł końca. Od Lei Demolki, przez Komara Zenka do najwspanialszej zadziornej rozczochranej Leili... :] Czas na mnie. Czas na nas... Czas :] Dziękuję Wam wszystkim. Za wszystko, Lea skomentuj(11) 2008-10-27... Ptaszek wurwa.
Moja matka nie jest w ciąży. Za to ja jestem. Jestem ci ja Panie w tej ciąży już 11 tygodni i gdybym nie zobaczyła tego co Wy widzita poniżej to by mi nie huknęło do wiadomości oraz nie zapisane na twardym dysku łepetyny ostało. Tera info co tam w tej ciąży dla wszystkich co w ciąży nie są się ma. O tem, że miałam samolot cały tydzień czyli mglenia co tam słaniają milijony na miętkich nogach? Anemia ciążowa Mociumpanie? Że po żelazowej woli do picia w małych flaszkach mnie przeszło natychmiast w ciągu godziny, że znowu się zastanawiałam czy tam w środku coś rośnie czy nie? Zjazd do bazy o 20.30 EWRYDEJ? Rozmiar ą poszedł się ekhe? Że tydzień temu po raz pierwszy w życiu obaczyłam dno swojego pępka? Kto w jakiej książce napisał o tem, jakim to uniesieniem jest rozsupłanie swojego pępka? Toż to zupełnie jak dla gościa z lustrzycą widok jaj. No i tera najważniejsze. Smrody co generalnie smrodami nie są ale dla mnie właśnie smrodami zostały. Zacznijmy może od Donny Karan wielbionej przez mła dopóki fasola w brzuchu nie zaciągnęła się po raz pierwszy? Płyn do płukania prania Lenor męski czarny? Żelik do kąpieli Aromatherapy Fojolet? Hesus...Optymistyczne akcenty zwrotne dotyczą właśnie takich przypadków. Rozumiem, że przypadki wrócą do łaski za sześć lub siedem miechów a na razie porosną pleśnią w kącie. Tomas ich na pewno nie zużyje bo to tak jakby się sam na banicję skazał. Rozumieta. Dobrze, że chociaż mąż mi nie śmierdzi i oby tak zostało. I tera na koniec żarcie. Żarłam pięć tygodni za czworo, dopóki mi sadło z przodu nie urosło i dopóki mogłam pchać w siebie dwa obiady dziennie w tem każdy złożon z czterech kulek ziemniaków z sosem, schabowego i mizerii. Jak już wchodziałm na stołówkę to mi bardzo miłe panie od jedzenia nakładały bez pytania. Mogłam wtedy wypiąć nadprodukcję przednią i szpanować, że już coś widać. Dupatam. Mówię Wam sadło mam i tyle. Zajebiście, bo to moje pierwsze sadło w życiu i generalnie muszę o nie dbać. Potem jak już moja malutka PolArabija zaczęła mieć więcej niż 3 cm to chyba rzeczywiście po jedzeniu Jej chałupka wychodziła frontem do przodu bo mi zaczęli za plecami szczenami ruszać. I nie tylko w biurze ale ogólnie. Tera mam w pasie całe 80cm, a nasze maleństwo wygląda tak jak poniżej. 5,8 ma. Nie pokażę Wam USG trójwymiarowego bo byśta uciekli z wrzaskiem. Spotkanie trzeciego stopnia z Obcym Decydujące Starcie może przy następnym raporcie. Jak już będzie miało oczy i ewolucja zamieni mu płetwy w koniczyny. Chociaż i temi koniczynami macha jak wentylator :].
Uszanowania Matka-Wyznaczona-Na-16-Maja-Redakcja. skomentuj(22) 2008-09-29... Łolaboga.
No. Miałam ja pisać o nerce a wyszło jak zwykle. Nerka leży odłogiem ale na szczęście już jest zdrowa za to panie co się porobiło. Dobra. Powróćmy do Andrzejków. No. Wracając do Andrzejków, mogę smiało powiedzieć, że w dupie mam Andrzejki. To tyle jeśli chodzi o Andrzejki. W zeszłym roku zostałam wyciągnięta za czerep przez znajome kobity co normalnie poszły na te Andrzejki objeść świeżo zagnieżdżoną w swoim nowym mieszkaniu obok parapetu inną kobitę, która z racji nowego parkietu usadziła wesoło wszystkich na glebie, podała paluszki, oliwki i ser brie oraz liczyła na to iż całe towarzystwo będzie to jadło siedem godzin i osiemnaście minut. Takiego wała. Prowiant przeszedł przez rury pokarmowe oraz jeden odbyt / wiem po potem śmierdziało jak nie wiem/ w tempie 1 godziny no i z braku laku zaczęło towarzystwo topić kaganki żałobne co czasem używa się do seksu. Nie wiem jak inni używają ale wiem, że normalnie to się je stawia naokoło wanny i uważa aby kobita w pozie wygiętej nie zjarała sobie włosów, lub też facet nie przysmażył se kędziora na klacie jak się będzie nad tą kobitą panie… halas ehe!. Dobra. No to wiecie. Wydłubali ogarki z żelaza, wrzucili do garnka i zaczęli lać. Ostatni raz lałam jak miałam dwanaście lat i wyszło mi wtedy coś w rodzaju pawia na podłodze, bo jak wyjęłam wosk z wody to mi się ulało na rękę i upuściłam. Rozumiem, że dobrze wyszło, bo parę razy potem miałam wątpliwą przyjemność uświetnić sztuką ludową jakiś dywan, wycieraczkę i zagonki koło domu kolegi. Czyli się zgadza. No to jak wszyscy lali to i ja polałam. I czekam. Zważywszy iż z dwudziestu osób znało mnie i moją nerkę tylko trzy, to, że połowa z tych dwudziestu wrzasnęła „Nerka” a druga połowa „Ojaaaa… jaka śliczna dzidzia” w sensie one moment z życia zarodka, zdenerwowałam się okrutnie, bo nerkę dopiero mi uratowali /co obiecuję dokończyć opisywać jak mi wena nerkowa wróci/ a jazdę na Obcego decydujące Starcie mam okrutną od wielu już lat, gdyż ponieważ nie wiedziałam czy trzaśnie mi druga czy może w roku następnym uda mnie się w końcu ten Obcy. No-i-znowu-11-sty-madżik-namber.… Jakem zatem obaczyła na sikteście 11 września dwie kreski, tak mnie proszę trzymajta bo przez 10 minut otwierałam gębę jak uklejka wyjęta z wody. Już bardziej bym się spodziewała, że to moja matka będzie na przykład. W tej ciąży. Tomas stał i ryczał rzewnymi łzami /rozumiem, że było mu wesoło, że to wspólne dzieło nasze/ i uhm... doszło do mnie, iż całe moje życie przekręci się wkrótce do góry nogami. Zostanę wesołą gospodynią domową w lokówkach na głowie, w pluszowych kapciach, z umalowanym jednym tylko okiem bo drugiego nie zdążyłam. W jednym ręku zupa, w drugim ręku kupa, moi Klienci – Key Accounci firmy zalegną odłogiem a ja między wyciąganiem jednego dojnego younka naprzemiennie z drugim dojnym younkiem będę wysyłała maile z ofertami i odbierała na komórce relacje Lulii Matulek iż grossboss leży odłogiem i właśnie przeniosła się na psa bo płaci lepiej. Takiego wała. Rzygać będę dalej niż widzę a nie odpuszczę. Mata na to moje słowo. Trzymajta zatem za nas kciuki bo już mi się cofa. Ale to podobno normalne. Wczoraj na przykład na "Dinozaurach 3D" w IMAX-ie o mało nie puściłam Giganta Patagonii na głowę pana niżej. Miał szczęście wurwa. Uszanowania LM skomentuj(11) 2008-05-04... Jak wyjść za mąż za męża i żony trzy . Episode 4
Uha... Jak normalnie mnie się przypomniało "Nad Niemnem" Normalnie zostałam Teofilem Różycem morfinistom. Przez dwa dni nie czesałam babci bo byłam naćpana. W sumie kurde to niesprawiedliwe jest. Ja tu odjeżdżam i nic nie pamiętam. Dopiero potem mnie to zrelacjonowano. Tomas wyliczył, że przez dwa dni dostałam -ście kroplówek i wypiłam dwadzieścia butelek wody. Szkoda, że nic nie pamiętam, bo pewnie byłam pierwszą kobitą w Red Sea Hospital sikającą okiem i uchem. Jak można? Toż ja ekhe! obciągnęłam zapas na cały rok dla Sahary. Jak na trzeci dzień otworzyłam gały sukkuba / to taki mój wygląd o poranku. Mąż mnie zawsze pyta "Who are you" I ja wtedy odpowiadam, że to ja i on dopiero wtedy przestaje wrzeszczeć/ tak się do mnie rzuciło dwóch lekarzy i trzy pielęgniarki opatulone w chustki. Znaczy się jestem w Egipcie. Lekarze nie byli co prawda w chustkach ale morowi byli jak trza. Tera dokładnie wyliczę co za to moje ubezpieczenie tymi swoimi gałami obczaiłam. No więc. Dostaliśmy z Tomasem pokój z łożami dwoma, do tego z telewizorem, lodówką i piękną łazienką. Trzy posiłki dziennie, woda oraz rozrywka na koszt szpitala, moich dwóch lekarzy i trzy pielęgniarki, z których jedna - Rose Flower okazała się miłośniczką hip-hopu i Europy oraz szuka staruszka lub staruszki co może się nim opiekować właśnie teraz. Po rekonansie okazało się, że nawet miałam już trzy prześwietlenia, które okazały w moim brzuchu Obcego Decydujące Starcie 2007. Obcy siedział z prawej strony i był wurwa wielki jak klops słonia oraz nazywał się Kidney.
Miły Pan Lekarz łamanym angielskim wyjaśnił mi, że właśnie zaraz zabierają mnie na rezonans magnetyczny czy tam na tomografię bo nie wiedzą, w którym miejscu Kidney jest zapchany i czym. FlowerPower odziała mnie w zajebistą koszulę na zatrzaski z przodu / drugą, bo pierwsza była uciapana moim okiem i kto mi ją zakładał nie pamietam. Mam nadzieję, że nie lekarz/, wsiadłam na wózek i pojechałam windą na parter gdzie czekał na mnie Kanye West. Słowo. Ja to zawsze mam ten Symilar Construction Celebrity Lookalikes. Czułam się jakbym wjechała na grossboss-a. Czyli wszystko w normie. Kanye West przywitał się ładnie i pokazał mi stół do sekcji. FlowerPower zdołała mnie utrzymać w pionie i wyjasniła, że to nie stół do sekcji tylko jeszcze jedno prześwietlenie na blacie ze stali nierdzewnej przed tym rezonansem. Kanye wyszedł a Rose przystawiła mnie do stolu i umieściła mi z przodu prześcieradło, z którym to prześcieradłem wylądowałam poziomo jak trza. Gdyby w polskich szpitalach się tak opiergalano z pacjentami to wszyscy by chcieli byc chorzy. Słowo. Tak wielkiego szcunku do godności osobistej nie widziałam i chyba nie zobaczę jak żyje. Pod tem prześcieradłem wylazłam ze swojej koszuli, wszedł Kanye West i cpyknął fotę Obcego. Za dziesięć minut moich dwóch lekarzy wzdychało nad nią srogo a ja zostałam odstawiona do tunelu magnetycznego gdzie mnie wurwa przejrzeli na wylot. Morfina juz nie była w użyciu, za to piguły i owszem. Dzięki temu nie rzygałam nadal dalej niż do kosza na śmieci a Tomas siedział z tym koszem obok mojej obrzyganej gęby i trzymał mi włosy. Srogo. Tera o telefonach będzie. Podobno całkiem przytomnie rozmawiałam z moim ubezpieczycielem o procedurach. Nie wiem o jakich bo jak mówiłam nie pamiętam. Szpital i Polska byli na łączach 24 na 24 bo każde prześwietlenie, zabieg czy piardnięcie musiało być w ewidencji i po kosztach międzynarodowego cennika usług medycznych czyli 10 razy drożej niż normalna cena w Egipcie. RedSea zarobił. Odstawili mnie do wyrka i cały kolejny dzień czekała o co cho i czy się dogadają i co tam dalej z tym obcym będa robić. Lulia Matulek dzwoniła do mnie na komórkę co trzy godziny, rodzina tudzież, ludzie z firmy a jaki dostałam rachunek to Wam potem powiem. Trzeciego dnia wieczorem zwołali konsylium i uradzili, że nie ma rady tylko trzeba tego obcego albo ubić endoskopem albo otworzyć mi brzuch i go wyciągnąć inaczej. Polska dostała zawału w przeciwieństwie do mnie bo u mnie cokolwiek się dzieje to zawsze jest zajebiście i chyba tylko ja tak mam, że nie przejmuję się za bardzo. Najwyżej potem sobie to naprawię jak coś popsuję albo mi popsują. Zmartwiłam się tylko, bo ślub w Kairze mieliśmy brać z Tomasem w moje urodziny 11 listopada a tu patrz pan. Normalnie nie zdążyłam. Bo normalnie uradzili, że 8 listopada będą mnie oglądać od środka. Do 8 listopada odwiedziło mnie już ze 100 osób. Pamiętam tylko partię po 4 listopada, ale niektórzy przychodzili po cztery razy. Shukran mi normalnie do gęby przyrosło. Leżałam więc sobie obłożona litrami wody, helbą, kubajami z jansunem /kubaja to szklanka a jansun to taki egipski koperek/, bananami, drewnianymi figurkami, alabastrem i czym tam tylko mogli mnie obdarować. Całe rodziny przychodziły, siadały na łóżku Tomasa i kiwały głowami nad moim nieszczęściem. Wszyscy chcieli trzymać mnie za rękę. Jakbym miała więcej to i tak by nie starczyło. Bombardowanie przyjaźnią działało na mnie tak dobrze, że już w sumie mogłam nawet te piguły odstawić. Ja mogłam, ale moja Nerka nie za bardzo. Tomas jak anioł był na każde zawołanie i każdemu życzę takiego człowieka obok. Czasem czuję się jakbyśmy byli przyrośnięci do siebie jak bliźnięta syjamskie i uwierzta. Trudno mi wurwa z tęsknoty. Dobra. Bo się tu rozłożę na kompost zara. 8 listopada wieczorem zawieźli mnie tam, gdzie zawieść zamierzali, Obcy został przygotowany do ubicia a ja zanim odjechałam pomyślałam, że od pięciu dni nie robiłam wurwa updatu grossboss-a i zara wszyscy mnie zostawią dla jakiegoś kozaka, psa albo innych pomponów z zeberkami. Sah?
Resztę dodam potem dodam. skomentuj(16) 2008-01-11... Jak wyjść za mąż za męża i zony trzy. Episode 3
Ucziciwszy to, że w końcu jesteśmy czimiś małżonkami, na drugi dzień Tomas oczywiscie pomaszerował dziarsko do roboty obrabiac turystów a Męża mam normalnie zajebistego. Gotuje tak, że po kolacji wyglądam jakbym miała się ocielić. Rzucił się więc do gotowania salsy z wkładką mięsną, żeby żona mogła sobie spokojnie wypić piwo i pooglądać Viva Polska czy TV Biznes. Zeżarłam tą salsę w minutę, na dole pojawił mi się obcy przed wyluciem, skończyłam piwo i nagle prawa nera jak nie wrzaśnie. Mało nie ogłuchłam. W sekundę znalazłam się na podłodze z kafelków, które po dwóch minutach chciałam zrywać zębami. Kto miał kiedy atak nerki ten wie. Można to porównać tylko do wbijania ci rzeźnickiego noża pod żebro, który to nóż co chwilę ktoś obraca aby go potem wyciągnąć i wbić obok pierwszej dziury. Wszyscy zaczęli naraz wrzeszczeć, w tym ja najgłośniej. Przed wyjazdem lekarz ze szpitala na Wołoskiej zapisał mi prochy przeciwbólowe, którymi usypia się bawoły czyli Ketonal i Tramal. Łyknęłam dwa Ketonale, drąc japę jakbym rodziła tego bawołu i jednocześnie usiłując powstrzymać salsę, która bardzo chciała opuścić moje gardło. Z oczu mi się lało, po chwili już z tego gardła a potem już nie za bardzo pamiętam, ale chyba zwisałam nad kiblem rzygając własnym zadkiem. Kiedy przyjechało pogotowie z Red Sea Hospital zapłakany Tomas powiesił na mnie moją torbę, gdzie zawsze, powtarzam zawsze mam wszystko na "Nagły wypadek" czyli dokumenty, ubezpieczenie oraz mini zestaw do utrzymania babci i szczotki na głowie w ukryciu. Nie wiem ile jechaliśmy do tego szpitala. Podobno dziesięć minut. Ja naliczyłam osiem godzin i czterdzieści cztery minuty. Po przyjeździe zapakowali mnie najpierw na wózek inwalidzki, bo próba wyprostowania Redakcji kończyła się sceną z "Egzorcysty", zawieźli mnie na ER, wciskając mi jednocześnie w żyły wenflon, kroplówkę i kilka zastrzyków i zanim odjechałam, zdołałam jeszcze się przedstawić i dać bardzo miłemu Panu-Customer-Service do ręki ubiezpieczenie, które wykupiłam z Polsce dzień przed wylotem "na wszelki wypadek".
Resztę dodam potem dodam. skomentuj(13) 2008-01-07... Jak wyjść za mąż za męża i zony trzy. Episode 2
… 1 listopada wylądowano jak trza. Razem z tą patelnią, i resztą wyposażenia domowego. Narzeczony czekał tyż jak trza. Zamiast kwiatków, bo tam trudno o kwiatki mógł mi przynieść na przykład pestki do żucia ale nie przyniósł. Biedak pochorował się prawie z radości, także w Hurghadzie zastałam chodzącego trupka, który nie spał od trzech Ponieważ jak wspomniałam Egipt jest państwem policyjnym i ulubionym zajęciem wszystkich mundurowych jest dopiergalanie komu tam tylko mogą dopiergolić, musieliśmy najpierw podpisać ORFI. Orfi jest ślubem islamskim, który jest ważny tylko w Egipcie / taki ślub przed slubem/, gwarantuje możliwośc wspólnego podróżowania, mieszkania w hotelach i wynajmowania mieszkania. Nie pozwala również aby policja wsadziła do pierdla twojego narzeczonego, tylko dlatego, że idzie z tobą po ulicy. Kosmos. Dlatego za każdym razem od lat, kiedy odwiedzaliśmy Luxor i Mamę musiałam wydzierać się na jakiegoś patałacha, który chciał koniecznie umieścić Tomasa w więzieniu , machając mu spreparowanym w Polsce wykazem telefonów do konsulatu w Kairze, pod który podpięty był artykuł o tym jak wyjść za mąż w Egipcie z Arabia.pl, gdzie ręcznie dopisywałam „Marriage Agreement” pieczętując to moją pieczątką służbową i miętosząc, żeby wyglądałao jak zaświadczenie z Konsulatu RP – zużyte lekko, stanowiące, że ja i ten chudy, mały obok jesteśmy sobie pisani i za miesiąc bierzemy ten…no. Wszysto w języku polskim, bo na pustyni trudno znaleźć tłumacza. Równie dobrze mogłabym podpiąć przepis na jajka na śmietanie lub streszczenie „Naszej szkapy”. I głośno krzyczeć. Może na Hurghadę i Luxor to wystarczało, ale na Kair mociumpanie… uhm… Miasto Wampir to już panie insza historia. Umówiliśmy się na 2 listopada z prawnikiem, u którego mieliśmy ten ślub wziąć. Cała ulica już przygotowała się normalnie z gratulacjami, bo tam jak pierdniesz, to po drugiej stronie Hurghady mówią ci smacznego z okazji potrawy, którą właśnie zjadłeś. Molochei na przykład. Poszło z nami około 20 osób, bo każdy chciał być świadkiem. Kiedy dotarliśmy z tem całym pochodem do biura, gdzie za maszyną do pisania siedział wieli czarny czador z otworem na oczy, okazało się, że prawnik owszem jest, ale nie tutaj, tylko pojechał rozwodzić kogoś w Kenie. I wróci jutro. Czador popatrzył na mnie, na Tomasa i na grupę, po czym zapytał kto tu się z kim żeni. Odpowiedziałam grzecznie otworom na oczy, że ja z tym tu chudym co podobny do mnie jest tylko niższy. Otwór westchnął srogo, bo pewnie pomyślał, że przyjechałam na dupy i jestem pedofilem, chociaż na pedofila absolutnie nie wyglądam, bo kto wygląda. Tomas za to wygląda na ofiarę pedofila, chociaż dla mnie nie wygląda tylko wygląda normalnie. Jak Tomas. Zawsze tak wyglądał, więc ja tam nie widzę żądnej różnicy. Tera ja więc westchnęłam srogo, bo musieliśmy z tym całym pochodem wracać tam skąd przyszliśmy i czekać do jutra. Poczekaliśmy więc do jutra, udaliśmy się do biura, gdzie znowu siedział Czador z Otworem oraz prawnik, który znowu zapytał kto tu się z kim i ten, usiedliśmy na skrzypiącym krześle we dwoje / bo było tylko jedno/ i podpisaliśmy nasz pierwszy papierek. Świadkiem nie wiem kto był, bo pierwszy raz gości na oczy widziałam, ale z tego biura prawie nas wynieśli jak na koncercie na rękach i tera już Mościpaństwo policja mogła sobie wsadzać Tomasa do pierdla ile chciała. Pomyślałam sobie tylko „Wurwa mać. Jestem żoną. I wuj.” I tym akcentem oraz sześcioma puszkami piwa, zakończyłam 3 listopada triumfalnie wymiotując na podłodze w łazience. Resztę dodam potem. Dodam. skomentuj(8) 2007-12-08... Jak wyjść za mąż za męża i żony trzy. Episode 1
No. To trzeba przecie opowiedzieć o tem jak to Redakcja została żoną. Zostałam ci ja Panie żoną normalnie jak niżej napisałam 19-go i kurcze jakby nie patrzeć to już jestem tą żoną całe 20 dni. W sumie bardzo dobrze. Każdy kiedyś powienien zostać żoną bo jak się nie zostanie żoną to już Panie na łożu śmierci trudno będzie normalnie pochwalić się koledze co tam czeka z gwoździemi w cylindrze i przytupuje w miejscu, bo czas firmy "Hades-usługi przed i pogrzebowe" się kończy o twoim nie wspomnim. No to normalnie musiałam chociaż raz spróbować a ponieważ żoną żony nie mogłama narazie zostać, musiałam zostać żoną jakiegoś męża. Mąż mój oczekiwał cierpliwie oświadczając się co miesiąc od 5 czy 6 lat więc kurcze jakby nie patrzeć było wszystko jak najbardziej.To, że narzeczony mieszka dokładnie 2978 km od Warszawy znaczenia nie ma. Nie znam innej żony co by przed ślubem dostała 200 oświadczyn a narzeczony robił w robocie tylko po to aby wszystko wydać na Skype i na telefon więc normalnie jestem chyba jakaś wyróżniona. Oprócz tego mam równie dużego fioła na punkcie wiadomo kogo czyli Tomasa. No to. Żeby zostać żoną w Egipcie trzeba najpierw wyciągnąć normalnie dokumenty z urzędów polskich / zaświadczenie o wierze, z Urzędu Stanu Cywilnego, że możesz normalnie za kogoś wyjść i akt urodzenia/. Wyciągałam te zaświadczenia ze dwa tygodnie razem z tłumaczeniem przysięgłym, bukowaniem w MSZ-cie i ambasadzie Egiptu na Saskiej Kępie. Jak już zabukowałam te dokumenta to normalnie trzeba było ustalić z drugą stroną gdzie i co będziemy załatwiać. Ustalenie polega na braku ustalenia albowiem Egipt jako państwo gdzie rządzi Pan na Krześle Mubarak razem z gabinetem ministrów od reszty co jak trzy małpy nie widzą, nie słyszą i nie otwierają gęby ogromna rzesza urzędników lubuje się w pieczątkach, podpisach i w innych równie ciekawych rzeczach typu "nie zapłacisz - wróć za trzy tygodnie o 12.00" & "zapłacisz - wróć za godzinę i osiem minut" Jak zwykle więc się bardzo zmarchwiłam bo nie mogłam się normalnie przygotować. Przygotowanie normalne w wydaniu Redakcji polega na zrobieniu wszystkiego co tylko można przed, liście telefonów alarmowych do wszystkich konsuli i ambasadorów co ich tylko znam lub może znać mój znajomy co ja go znam, dolarowym banku przenośnym w biustonoszu i butach na wszelki wypadek, dwudziestu kopiach dokumentów i nożu w kieszeni, który tylko na czas lotu ląduje w walizce głównej razem z kompletem sztućców, patelnią, młotkiem i zestawem śrubokrętów, bo może będę chciała sobie czasem w tym Egipcie coś przykręcić. Lub przybić. Dobra. Jak to się mówi. Jak się człowiek cieszy to zawsze coś piergolnie. W piątek 26-go października rzuciłam się na panią Małgorzatę-co-zawsze-mi-znajdzie-bilet-last-minute w biurze turystycznym i zakupiłam jeden w jedną stronę do Hurghady za całe 400 PLN. Normalnie Pikaczu jestem czy coś. Bilet na 1 listopada dodam. Chałupę miałam już wynajętą w Hurghadzie od 1-go na cały miesiąc, młotek w torbie, męża mnie przygotowali - znaczy czeka, fajnie jess. No to piergolnęło. W sobotę od 10.00 pierwszy raz w życiu byłam mordowana nożem rzeźnickim przez ponad 4 godziny ataku lewej nerki w szpitalu na Wołoskiej. Kto miał atak nerki ten wie o czym mówię. Redakcja chodziła po ścianach w karetce jak Jeff Goldblum w filmie "Mucha" tyle, że nie po suficie. W szpitalu było bardzo miło i swojsko. Pan Doktor nakrzyczał na mnie jakim prawem przyjechałam na Wołoską z tymi chujami z karetki, którzy powinni mnie zawieźć do innego szpitala bo ten nie ma pieniędzy, dostałam zestaw ligniny, gdybym narzygała na podłogę w poczekalni i kroplówkę co miała Panią Nerę pobudzić do roboty bo na USG nic nie wyszło, oprócz tego, że jestem w czwartym miesiącu ciąży tyle, że to nie ciąża jeno moja Nerka. W sumie nigdy nie byłam w ciąży więc byłam normalnie podekscytowana swoim wielkim balonem co mi wyszedł z przodu i z boku trochę też. Około 15.00 starsza i bardzo naćpana pain-killerami pani Mun Lea z objawem mamrotania została odebrana przez płaczącą i błagającą mnie "ZOSTAŃ" rodzinę. W sobotę kiedy miała uprać skarpety dodam. I gacie. To też dodam. Których nie uprałam w sobotę. To też dodam. Ani w niedzielę dodam. Jak poszłam spać o 16.00 w sobotę tak obudziłam się o 22 w niedzielę. Dodam. W poniedziałek otrzeźwiałam i rano poszłam upuścić sobie trochę posoki celem wykonania przeglądu, po czym pomaszerowałam jak zwykle do biura, żeby nabić Szefowej trochę kiesy. Nabiłam jak trza, o 17.00 odebrałam badania, na widok których Pan Doktor dostał bladości lica. Nieszczególnie. Doszła kolejna osoba do "dziadów" gdzie chór zamiast jęczeć "Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,Co to będzie, co to będzie?" jęczał "Nie jedź wychodzić za morze bo Nera piergolnąć może" We wtorek udałam się ponownie do biura Małgośki gdzie wykupiłam sobie nadobne ubezpieczenie zdrowotne za całe 100 złotych, gdyby jęki chóru okazały się prawdą. W środę udałam się do szpitala na Wołoskiej, gdzie drugi pan doktor zbladł równie szybko a w czwartek zapakowałam się w Boeinga 737 razem ze swoją Nerą, gaciami, skarpetami, przenośnym bankiem biustonoszowym, młotkiem i całą resztą dodam. Resztę dodam potem dodam. skomentuj(6) 2007-11-21... 19 listopada...
wyszlam za maz za wiadomo kogo. The Only Reason Tomas i Szefu czujom siem dobrze. 5 lat odlotu wystarczy. Lulia nie mogla byc swiadkiem bo kobity nie mogom byc swiadkami. Chyba ze morderstwa. Zaraz wracam :] Dokladnie 29 raczej rano. No. To masalma :] skomentuj(15) 2007-09-16... Ęęęęe...yyyyy....eeeee....tja....
Co tam Wam będę dużo opowiadać. Szefowa będzie się znowu udawać do Egiptu za jakieś 2 miesiące i w związku spożywczym musi pozałatwiać różne dokumenta co tam jej będą potrzebne do wybudowania domu. Trza się nabiegać jak jasna cholera, coby uzyskac przeróżne pozwolenia i takie tam inne rzeczy typu tłumaczenie z naszego na arabski. Własnie dlatego wysłałam orginały takiej jednej bardzo miłej pani przysięgłej, która miała mnie właśnie przetłumaczyc te dokumenta za całe 500 co-tak-wurwa-drogo-zeta. Dokumenta posłałam we czwartek a ponieważ do 16.30 gnieżdżę się na fotelu w biurowcu, no nijak nie mogłam inaczej się umówić niż na 9.00 rano w sobotę. Zazwyczaj 9.00 rano w sobotę jest to środek nocy i o 9.00 rano jak kto mnie obudzi i zapyta jak się nazywam, to odpowiem, że Paris Hilton albo Britney Spears ale trudno. Wmówić miałam swojemu opakowaniu, że dzisiaj jest drugi piątek, chociaz pierwszy był wczoraj i własnie dlatego pojutrze będzie sobota co zazwyczaj jest niedzielą przed poniedziałkiem, po którym zazwyczaj jest wtorek a nie co innego. Dobra. W czwartek zatem zadzwoniłam równie grzecznie do pana z serwisu samochodowego, żeby przyjechał rano o 9.00 w piatek / ten pierwszy/ i zabrał mojego rumaczynę na wymianę hamulca ręcznego, który zdarłam do poziomu ślizgawki na Stegnach. Po prostu lubię zaciągać. Nie wiem czy powinnam to leczyć, czy uczynić z tego swoją cechę na myspace. LeaMun. Zainteresowania. "Zaciąganie ręcznego" Na drugi dzień dostałabym pewnie sto maili od panów w średnim wieku co chcą popatrzeć. Dobra. W piątek o 9.00 nadjechał serwis i zabrał rumaczynę na wymianę tego co podnieca większość z was tylko się wstydzita. W piątek też około 10.00 rozległ się przejmujący dzwonek telefonu, który ledwo usłyszałam, bo urabiałam oralnie klienta na drugiej linii - rozumiecie. zarabiam na ten dom przecież. Zanim go urobiłam to już kupił, rozłączyłam się grzecznie przynosząc mojej firmie kolejne tysiące i odbieram te komórkie. Na końcu komórki słyszę jakieś mamrotanie. Pytam kto tam? Mamroczącą końcówką okazała się przysięgła co mam się jutro w drugi piątek z nią spotkać o 9.00. Przysięgła mówi, że przetłumaczone i że jutro o 9.00 to ona oczywiście jest ze mną umówiona normalnie. Normalnie ucieszyłam się jak nie wiem. Ponieważ 10 minut wcześniej osierociła nas szefowa, która poszła robić sobie depilację po nosem czy tam na plecach, w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka, że w sumie to mogę normalnie w bardzo szybkim tempie jutro się wyspać. Wrzeszczę więc do mojej drogiej koleżanki Kapusty, że muszę wyskoczyć z biurowca i że Kapusta koniecznie musi obsłużyć moich klientów przez godzinę botak. Kapusta jest lojalna więc się zgadza oczywiście. Przysięgła jest lojalna, więc też się zgadza i że mam czas tylko do 11.30 bo ona musi iść kupić kapustę. Namieszała mnie z temi kapustami jak nie wiem. W moim portfelu panowała martwa cisza, przerywana co jakiś czas brzęknięciem pińdziesięciogroszówki ocierającej się o dwudziestogroszówkę, więc czekało mnie jeszcze drałowanie na drugi koniec biurowca do takiej jednej dziurki z żubrzykiem poziomej co jak jej się naciśnie guziczek to ona ci płaci. To bardzo popularne jest wiecie. Zwłaszcza w Warszawie. Łapię więc za lusterko, żeby zobaczyć, czy poranna babcia co ją codziennie rano w lustrze widzę zanim ją zamaluje nie wyszła na wierzch. Wyszła. Poprawiam babcię, poprawiam fryzurę i lecę. Z bankomatu lecę spowrotem pod całym biurowcem, bo zawsze parkuję przy wyjeździe przy samej ścianie. Po primo blisko. Po drugie nikt nie chce parkować przy ścianie. Nie wiem. Może myślą, że jak zaparkują przy ścianie to będa mieli łysego męża. Zwłaszcza koledzy moi. Dobra. Zzipana jak nie wiem lecę przez ten parking do samochodu. Mojam ochroniarza normalnie. Tja... Kiedy doleciałam do wyrwy między ścianą a volvo kolegi jedyne co mi przeszło przez twarz to "Wurwa ukradli mi samochód!" Tera co się robi w przypadku kradzieży samochodu z miejsca pracy. Po primo. Wrzeszczysz na ochroniarza, po secudo dzwonisz do szefa floty, po trzecie - dzwonisz na policję. Po czwarte jesteś idiotą. ![]() To ja już poszłam i może na koniec puenta. Jestem idiotą. Z wyrazami Redakcja skomentuj(14) 2007-07-04... Zeeet wurwa. Zeeet!
Dzisiaj zagaim na temat zobowiązań moralno-psychicznych wobec Wrzodów. Otóż. Mam w zadzie zobowiązania psychiczne. O moralnych nie wspomnę. Nie znaczy to oczywiście, że segregator w mej łepetynie jest pozbawiony zakładek typu „Na ZPT - ćwiczymy jadłospis, pożyczył mi pomidora w drugiej klasie podstawówki rok 1982 ” albo „Cztery tampony w 1998 roku w tym jeden bez sznurka”. Mówię o ludziach, którzy przewijają się przez twoje życie i roszczą sobie prawa do bycia twoim znajomym i jechania na pleckach jak wurwa tylko można. Zaczyna się od zapoznania Wrzoda na dupie przez wspólnych znajomych. Wrzód od razu oczywiście chce zostać twoim najlepszym przyjacielem i doradcą, bo twoi pozostali znajomi są już przez Wrzoda na dupie okręcenie wokół najbardziej-kurwa-profesjonalnego-palca. Wrzód charakteryzuje się tym, że zazwyczaj nie ma forsy, za to ma wszystkie zęby, którymi obdarza całą populację w każdej sytuacji. Dlatego też od razu chce zostać najlepszym przyjacielem twojego portfela i całej reszty. Drobnych z kieszeni zwłaszcza. Zwłaszcza podczas wspólnego płacenia za rachunek. Uczulenie redakcyjne na Wrzody jest okrutne. Wyniucham z daleka. No i Wrzody ciągną się za tobą latami. Można Wrzoda nie widzieć cztery roki a i tak pierwsze o czym marzy po spotkaniu cię przypadkowym na ulicy i zaproszeniu na kawę to to, żebyś ty młotku za tą kawę zapłacił i jeszcze dołożył mu na buty. Odda jak cię spotka. Pewnie w roku 2056, kiedy będę już łysa, szpakowata, urosną mi wąsy a moje wnuczki będą uprawiać seks w kombinezonach podłączonych do sieci gdzieś z kimś z Senegalu. Tera sprawa mojego Wrzoda. Pojawił się wiecie. Gwoli wyjaśnienia z mojej mieściny podwarszawskiej wyjeżdżam panie dwadzieścia minut przez dwa przystanki autobusowe całe miasto stoi radośnie. Trawniki niczym zagonki po przejechaniu traktora wyznaczają nam nową obwodnicę dwa metry od szosy głównej. W dodatku dwupasmową z ruchem jednostronnym odwrotnie przeciwnym do kierunku jazdy rowerów, matek z dziećmi oraz mleczarza, z drzewem lub krzaczkiem na środku., czasem z wrzeszczącym strażnikiem miejskim, który goni Wacka albo innego tam Rycha z Tico. Wacek, Rych i Tico spiergalają radośnie przed strażnikiem i jego lizakiem. Wesoło jest. No to wyjeżdżam panie z tego mojego miasteczka i na największym węźle komunikacyjnym, gdzie zbiegają się główna oraz dwupasmowa obwodnica trawnikow, poprzeczna do głównej i obwodnicy, opłotki za przystankiem pewnego dnia stał On. Wrzód. Wrzód przytył na oko jakieś 15 kilo, ubyło mu na górze i na dole pewnie też, świński blondyn jak był tak po bokach nad uszami jest. Na górze nie jest bo jak napisałam mu ubyło. Redakcja wyjeżdża normalnie swoim zajebistym służbowym autem z decybelem apropo krzywych matek na ustach jak to ja i wtedy panie zawijam ja panie w prawo na główną, mijam przystanek, łysego blondyna z palcem bocznym i nagle na prawej bocznej szybie lądują mi czyjeś łapy. Podekscytowany Wrzód. Znaczy myślałam, że go minęłam. Krzywamatkatwojamać. Wrzód dobija mnie się do okna, do drzwi. Blokada włączona więc próbuje wyrwać wrota chyba. Nie wiem. Za szybką widzę jego spoconą pełną wyrzutu twarz. Normalnie Shrek - Kot w Butach. No jeszcze chwila i podłoży mi nogę pod oponę. On dostanie odszkodowanie a ja dwunastoosobową celę chyba. Nie wiem. Zdejmuję blokadę. Wrzód już siedzi po prawo, wita się, włącza moje radio, wyciąga fajka. Mojego. Zielonego Camelie Slima co go wożę w samochodzie jak już idę na jakąś imprezę. Wesoły chłopak. Piętnaście lat. Czterdzieści paczki fajek, jakieś dwieście złotych, dwanaście piw, dwie wódki ale proszę-częstuj się. Zamiast na Batorego, którędy zmierzam do pracy kolega zażyczył sobie na Marszałkowską z podwózką pod przystanek oraz trzy fajki na drogę. Wypiergoliłam w Wilanowie i odebrałam swoją stówę. Codziennie mijam mojego Wrzoda. Stoi gdzie stał, łysieje, palec jak sterczał tak sterczy. Patrzy z wyrzutem. Czasem otwieram okno na trzy i pół centrymetra oraz puszczam ładną muzyczkę na 23 w 23 stopniowej skali i wurwa uwierzcie mi. Coś mam chyba z uchem. Strasznie mi przykro ale normalnie nie wiem co kolega mamrocze. Chyba powinnam iść do laryngologopediatry.. Z wyrazami Redakcja BTW. Z życia Redakcji. Sobota 30.06.07 ![]() ![]() skomentuj(24) 2007-05-24... Czerwony Leaurek
Ponieważ właśnie ostatnio miałam imieniny Wielka Dawczyni Życia wykonała do mnie telefon stacjonarny celem zobaczenia wnuczki, która może już nie rośnie ale starzeje się w oczach bo pojawia się za rzadko. Jak juz się pojawia to z Babciuchną konwersują wesoło czyli Czerwony Leaurek wkracza w odmęty zeszłego wieku razem ze swoją technologią w postaci komórki i innych "strasznych wynalazków komputerów-co-ja-ich-nigdy-nie-zrozumiem" Dobrze, że ja rozumiem. Z okazji imienin mych odebrałam na kablu Babcię i tym sposobem spuchana jak umoczony w tłuszczu i obsypany solą skwarek, udałam się wieczorem do domku Babci. Skwarek bom obciążała leżak przez 3 godziny a umoczony bo się umoczyłam w zalążkach tłuszczu na moim niedoważonych ciele. Zalążki poszły się walić pod niebiosa i tym sposobem pół kilo zmarnowałam na rzecz Matki Natury. Jak to zwykle u mnie bywa zażyłam przed wyjściem dwie porcje obiadowe i w czwartym miesiącu wparowałam do Wielkiej Dawczyni. Babcia wyskoczyła na mnie z nienacka prawie wybijając mi zębiska talerzem, na którym skrupulatnie widniały ułożone kanapusie. Kanapusie przycięte według wzoru, na każdym sałata, obrana kiełbaska, jajeczko, pomidorek. Normalnie Panie Wielkanoc z Bożym Narodzeniem we maju. "Dwie godziny czekałam na ciebie za temi kanapkami! Wszystkiego najlepszego wnusiu!" - rzuciła we mnie talerzem, potem kwiatkiem w doniczce fijoletowym, potem koralami, na koniec herbatą z cytryną, rachunkami dla siostry, siatką z nowo uszytą pościelą dla nowego potomka w rodzinie co go będziemy w niedzielę oglądały, rozczochranym kotem, co go przechowuje od tych właśnie co spłodzili nowego potomka, na koniec babką piaskową i tortem z babki piaskowej z kremem namoczoną w spirytusie. Przygnieciona całym stafem miałam do wyboru upaść lub usiąść. Siadłam więc na skrzypiącym krzesełku co ma więcej lat niż ja i moja matka razem wzięte, ciąża urojona wyszła mnie zza paska jak nadepenięta purchawka i czekam. Coś czuję nosem, że będzie temat. Babcia wpatruje się we mnie z takim napięciem i nie wiem czy najpierw mam zażyć kanapkę zagryzając kwiatkiem czy napić się herbaty zagryzając kotem. - Gorąco - mówi Babcia - No... gorąco - Rozrusznik mnie się telepie - mówi Babcia - telepie się bardzo. Dzwonili do mnie, że mam drugi termin na piątek trzynastego ale nie pojadę. - Ale babciu. Piątek trzynastego najlepszy termin normalnie. - Nie mogę. Jak byłam u ciotki w Warszawie to weszłam jedną nogą na wagę elektroniczną i pokazały mnie się same ósemki. Zupełnie jak w tem aparacie do mierzenia ciśnienia. Patrzę w instrukcję a tam "Nie używać z rozrusznikiem serca" Rozrusznik dał mnie znak i uruchomił na wadze same ósemki. Jak mierzyłam ciśnienie przed wyjściem to też pokazał ósemki. Nie jadę. ![]() I tera jak zwykle puenta Facet od zegarków elektronicznych powinien dostać w dupę. Najlepiej od Seana S. Cunninghama. Z wyrazami Redakcja skomentuj(8) 2007-04-06... Jak się nie ma co się lubi to się jaja co się ma.
Dobra dzieci. Czas wrócić do zatruwania młodych umysłów wypotami redakcyjnymi. Czasy nastały takie a nie inne i należy albo spiergalać po Unii Europejskiej celem odnalezienia nowego szefa lub tez spiergalać po Unii Europejskiej celem nienamierzenia przez szpiegów konkurencji. Kto wie, gdzie Redakcja aktualnie przebywa ten niech donosi. Lulia Matulek ma już w Polsce umówionych kolegów z prokuratury, którzy za koszulki z GrossBossem zrobią dla nas wszystko. No. Dzisiaj będzie historia o jajach. Bo jutro zaczynają się Święta i wypadałoby coś wrzucić normalnie dla pokoleń. Choćby przepis. Poza tym powiem Wam, że mam fana. Fan dwa razy zapytał "Lea czemu nie piszesz bloga bo cośbym poczytał." Jak zwykle glut mi zwiss bo to wzruszające było. Dobra. Jaja najpopularniejsze wiadomo jakie. Na twardo, bo za długo gotowaliśmy jaja na miękko. Drugie najpopularniejsze to jajecznica. Moja Dawczyni Życia od urodzenia karmiła nas innymi jajami, które stały się w mojej rodzinie zjawiskiem kultowym. Jaja na śmietanie. Prosze teraz mnie prędko zapytać co to za jaja i jak to na śmietanie. Bieresz pan śmietanę Danona 22%, do tego śmietanę Danona / i weź wuju wlep mnie tera po lewo PRAWIDŁOWĄ REKLAMĘ W GOOGLE BARDZO DROGĄ bo publika będzie macać myszką na logo a ja zarobię 2 dolary/ i po pół kubka wrzucasz pan te śmietanę na patelnię. Solisz palcem dołączonym do drugiego. Najwygodniej wskazującym z kciukiem ale można też solniczką. Włączasz gaz. Jak pojawią się bąble jest nieźle. Jak ni ma serwatki jeszcze lepiej. Po to ta 22%. Wbijasz pan dwa ładnie ułożone jaja sadzone. Jak zepsułeś środek jesteś frajerem i daj usmażyć matce. Solisz środek i nakrywasz dzieło pokrywką przezroczystą co się pod nią skrapla ale nadal widać czy jajo nie zwęglone. Jak na żółtku zrobi się nabłonek, zdejmujesz jaja na talerz, do tego trzy pajdy chleba z masłem i jestem pod ruską granicą nad Bugiem bo stamtąd je moja mataka oraz matka mojej matki i babka mojej matki / ta od pierdzenia jak kto czytał tego bloga a jak kto nie czytał to napiszę, że moja prababka najpierw puszczała bąka a potem oglądała się czy nikt nie usłyszał/ No więc jestem uzależniona od tych jajek okropnie. Do tego stopnia, że kupiłam sobie plastykowe pudełko i pewnego dnia postanowiłam narobić rano w to pudełko. Eeeee...w to pudełko... Jaj na śmietanie hejżehola łojdadana i zabrać do pracy. Wstałam rześko 15 minut wcześniej, minęłam w lustrze wkurwioną babcię co trochę podobna do mnie jest i poszłam smażyć. Potem jak zwykle wróciłam do lustra zamalowac babcię, założyłam strój i wsiadłam w samochód z pudełkiem, gdzie woniało moje zajebiste gorące śniadanie. Mama nadzieję normalnie, że przez 45 minut akrostułorsoł nie ostygnie. W razie czego do mikrofalówki. To był pierwszy dzień z moim jajkiem na smietanie zabieranym do pracy, więc chwila była uroczysta. Po zajęciu miejsca przed lusterkiem w samochodzie stwierdziłam, że nie ma jak postawić mojego skarbu na siedzieniu ani z tyłu, bo jak mi jakiś fijutek wyskoczy przed maskę to stracę jaja. Położyłam z godnością śniadanie na wycieraczce gumowej ze strony prawej, wrzuciłam od razu czwórkę i popędziłam do roboty. Trasa, którą pokonywałam od 8 lat wydała mi się piękna. W brzuchu miałam glisty pomieszane z owsikiem z pyska mi się lało z tego apetyta, z czoła też, żeby zdążyć przed ostygnięciem a cały samochód pachniał jakby kto się zebździał dwadzieścia razy. Bardzo starałam się przestrzegać przepisów ruchu drogowego i jechałam chyba 50 kilometrów na godzinę w terenie zabudowanym chyba jechałam ja. Pewnie dlatego tak mi się lało z czoła. Z tych nerw. Na dojazdówce do Jana Pawła gdzie są dwa pasy z czego lewy skręca w lewo a przed nim leży zebra właśnie sprzed lewego skręcającego w lewo po lewym pasie za zebrą wyszło mi przed maskę dziewcze. Nacisnęłam na hamulec aby nie rozgnieść dziewczęcia, dziewcze w sekundę wyglądało jak ofiara The Ring, z tylnej półki mego samochoda niczym gołębica na 72 obrotach przeleciała mapa miasta Warszawy i rozpłaszczyła się na przedniej szybie. Ja oczami wyobraźni zobaczyłam z jednej strony karminową i gotową na autopsję czaszkę studentki a z drugiej moje jaja na smietanie, które miałam zamiar najpierw postawić z tyłu. Kiedy zahamował ten za mną to jeszcze nic ale kiedy nie zahamował ten trzeci, ten drugi z pewnością wkurwił się bardziej ode mnie bo z przodu i z tyłu jego auto zmieniło rozmiar. Powiem jedno. W życiu nikt mi tak delikatnie nie przypiergolił w dupę. Odpadła mnie jeno li tylko tabliczka rejestracyjna. Trzy godziny czekałam na policję, drugi, który okazał się prawnikiem nakrzyczał na mnie slangiem poselskim, że to moja wina, że ten trzeci nie zahamował a moja tabliczka silnie uderzyła w jego przód uszkadzając co tam było uszkodzone. ![]() I tera jak zwykle puenta Jak cię kto piergolnie w dupę a nie w jaja nie czekaj trzy godziny tylko zjedz ten cholesterol od razu. Na ciepło. Z wyrazami Redakcja skomentuj(17) 2006-11-01... Singlem być czyli rozważania o gronie.
Ostatnio modne stało się łączenie w tak zwane „stada”. Stada charakteryzują się tym czym rodzina, czyli jedzą razem, poluja razem, bawia się razem, wyjeżdżają razem i koegzystują w swojej małej społeczności. Stada rozpowszechnione są głównie na grono.pl. Można się również na nie natknąć w klubach i na innych imprezach. Redakcja jako kompletny odszczepieniec zdecydowanie się od tego typu układów odcina, co nie zmienia faktu, że właśnie wczoraj zostałam do jednego takiego stada wciągnięta. Hierarchii w stadzie zazwyczaj nie ma. Około 10 osobowe grupy ewoluują kiedy ktoś poznaje swojego nowego faceta lub dziewczynę. Wtedy nowy nabytek wchodzi pomiędzy wrony i stara się dostosować. Albo nie. Wczoraj po pół roku zadzwoniłam do pewnej pięknej księżniczki, którą opuściłam na czas jakiś celem przetrawienia sobie innych doznań i zrobienia przerwy. Jako, że była noc duchów, postanowiłam odświeżyć randkę, bo dawno nie byłam i nie byłam pewna czy będę pamiętać co się wurwa na takich randkach robi, a że zmieniłam komórkę, dziewcze moje nadobne – głośne i radosne M. Nie miało do mnie kontaktu. Jako, że z M łączą mnie stosunki bardzo erotyczne, postanowiłam, że Halloween to dobra pora aby w końcu pójść na tę randkę. Tym to sposobem wśród wrzasków radości z odnalezienia się Mun Lei wylądowałam z nią i jej stadem w Hot’lu. M-ka między rzucaniem się na moje ciało i obcałowywyaniem, rzucała się co chwila na przypadkowych ludzi, gdzie na przestrzeni 5m2 na czterech metrach byli właśnie ci, na których się rzucała. Od razu muszę zaznaczyć, że na mnie rzucała się bardziej seksualnie więc to, że rzuca się na innych mi za bardzo nie przeszkadzało. Wręcz naprzeciwko. Bowiem. Po pewnym czasie włączyła mi się we łbie cała konsola rejestrująca psychologiczny aspekt rzutu oraz obiekty. Obiektami zainteresowania członka stada może być każdy. Od sąsiada po spotkanego po pijaku w tramwaju Wietnamczyka z bazaru na osiedlu po drugiej stronie Warszawy. Jedyne co należy to udostępnić swój numer telefonu, zapisać numer nowego znajomego i wciągnąć go na grono czy coś. Jako, że grono powstało aby łączyć ludzi, muszę kurde pogratulować założycielom. Udało im się. Jeszcze nigdy nie widziałam tak bardzo połączonych profilami ludzi. Normalnie rychtyk przeniesieni z sieci do reala, gdzie najważniejszym tematem jest dupamarynia. Czyli najpierw pisk jak kogo po gębie poznasz, potem rzut, potem buzi, potem „kiedy ostatnio się logowałeś” albo „ja piergolę ale wszyscy porobieni tu som”, następnie „zadzwonię do ciebie jak będzie jakaś impreza” oraz „odezwę się na gronie” i idziemy dalej. Oczy mi się robiły okrągłe jako te talerzyki na półce w skansenie łowickim. Nie wiem. Może to jakaś nowa epoka nastała. Trzeba znać jak najwięcej osób. Może Redakcja jakaś zdziadziała jess? Nie wiem. Czułam się jak zdziczała babcia z epoki Atari. Na grono wciągnięto mnie na samym początku działalności grona. Nagle zaczęły się do mnie odzywać jakieś Misie88 albo inne pokemony z zapytaniem czy mogą mnie dodać do listy znajomych. A jaka ja wurwa ich znajoma? Nie wiem, ale myślałam, że może się dowiem. No to jak mnie dodali to słuch po nich zaginął. Po pół roku wywalam sto trzydzieści nicków z listy. Na drugi dzień dostaje pięćdziesiąt maili z pytaniem dlaczego nie chcę być już ich znajomą. Że co wurwa? Normalnie zgłupiałam jak nie wiem. Tego dnia usunęłam się z grona z ogromną przyjemnością. Sześćdziesiąt pokemonów pewnie do tej pory płacze po stracie takiego fajnego przyjaciela jak ja. Normalnie wzruszyłam się teraz :’/ Nie wiem jakim cudem trafiłam znowu na to grono. Siedziałam sobie samotnie i wygodnie botak. Ilość znajomych = 1i [ta co mnie zaprosiła] było zajebiście. Święty spokój. Tera zaczyna cuś gęstnieć. Dorwijvipa się odezwało w postaci tych co lubią i chcą żeby ich dodać. Czemu nie? Może tera czują się lepiej psychicznie. „Akceptuj – przyjmij zaproszenie” i już ilu można uszczęśliwić. Wczoraj więc doświadczyłam grona na żywo. Jakaś wurwa psychoza z wariatkowem w tle. Wyobraziłam sobie nagle, że dodałam wszystkich co chcieli, żebym ich dodała i nagle na imprezie co sekunda rzuca się na mnie jakiś z wrzaskiem bo mnie poznał po zdjęciu. Wirtualni przyjaciele ze znaczkami interpunkcyjnymi na gębach. To nie dla mnie mociumpanie. Serce słabe, niedowaga, starość nadchodzi. W stadzie też się nie odnajduje, bo moje stado może liczyć co najwyżej dwie osoby. Ja i mój kot. I święty spokój. Tyle wystarczy. Plus uniesienia erotyczne tam, gdzie stosunek przerywany nie jest modą i normą. Z wyrazami Redakcja skomentuj(16) 2006-10-09... Telepka, delirka czyli sławnym być :/
Gdyż ponieważ zarobiona jestem pisząc naokrągło kto z kim i dlaczego jest bez ubrania, gwiazdy zemściły się na mnie przełokrutnie. Nie znaczy to, że zobaczyć w Fakcie mój nagi półpup. Ale tam… zacznę od początku. Po 8 latach spojrzałam smętnie w lustro na kluski zwisające smętnie z obydwu stron twarzy mej i na swoje jakże trendy zdjęcia kiedy mam nałożone krótkie włosy i rozczochrane więc dlatego morowe jak nie wiem i złapałam za telefon. Po drugiej stronie odezwał się Zbigniew. Zbigniew od lat czaił się na moją głowę za każdym razem w klubie i czasem poza nim. Gdyby mógł, chodziłby z nożyczkami w kieszeni i po kosmyku upitalałby mnie po kawałku warkocza lub innej strzechy jak miałam rozpuszczone włosięta po machaniu przy elektro rozwiane od podmuchów papierosów i głośnika. [Jeśli kto nieprzywykły do redakcyjnego pisania i nie zajażył o co mnie chodziło w tem zdaniu to niech idzie poczytać co innego] Stałam smętnie patrząc w pierwsze zmarszczki na mojej facjacie i myśląc, że te rozczochrane krótkie z własnych włosów by wyglądały lepiej. Przez 8 lat byłam już prawie u celu ale za każdym razem pietrałam jak nie wiem i kupowałam sobie następną perukę. Nosiłam ją sobie do wyrzygu aż nie zaczynała przypominać nałożonego na głowę rozjechanego borsuka a Włochy z tworzywa sztucznego made In China nie poczynałay mnie odstawać nie tam gdzie należy. No to dzwonię więc do Zbigniewa. Przedstawiam problem. Dodam, że Zbigniew jest cholernie znanym w branży fryzjerem, gdzie wszystkie Mandaryny, Loski i inne się cieszą i czeszą. I trudno ze Zbigniewem się umówić. Bo może akurat jakaś Doda siedzi i dolepia włosy albo co innego. Dolepia. Ze Zbigniewem umówiłam się na czas prywatny u niego w domu, bo znamy się bez mała lat dziesięć. Jeszcze z Paradajsu na Skrze gdzie cała nasza branża lewomyśląca się bawiła od wieków dopóki nie zamknęli. Jako, że niedaleko mam jakieś 15 minut samochodem, w piątek miałam Maestro odebrać z salonu o 15.00 W czwartek dygotałam już na całym ciele a spod pach wylęgał mi się produkt uboczny strachu czyli zapach antyperspirantu. Nocy z czwartku na piątek w ogóle nie chcę wspominać bo jej za bardzo nie pamiętam ale chyba też dygotałam. W piątek w robocie już lepiej nie mówić. Kiedy o 12.00 zadzwonił Zbigniew miałam już istną telepatię znaczy paraplegikiem połączony z delirium tremens gdzie w zwidach widziałam za bardzo wycięte łyse placki i kosmyki co nie chciały sterczec jak w peruce tylko zwisały pionowo w dół bez wigoru. Smutek i nostalgia. I wtedy Zbigniew przełożył. - Lea mam nagłe zlecenie. Muszę pojechać do drugiego salonu bo szefowa kazała No to co ja tu będę z szefową Maestro dyskutować. Przesunięta o dwie godziny postanowiłam polatać po sieci w poszukiwaniu oddechu ale łapy mi się tak trzęsły, że o mało nie podpisałam, że Rupert to Grint a nie Everett. Postanowiłam więc zacząć się przebijać przez centrum, żeby dojechać do tego drugiego salonu, gdzie Zibi zaliczał zleceniodawcę. Droga wiodła przez parę metrów a potem stawała. Przy Centralnym ani widu ani słychu gliniarzy. Tramwaje siedziały sobie na samochodach, samochody pod autobusami, piesi latali jak komary między tym smrodem a ja darłam ryja przy płycie Galleon celem rozładowania napięcia. Z Zachodniego na Świętokrzyską jechałam godzinę trzydzieści. Zostawiłam więc auto pod PKN-em i poszłam na piechotę więcej niż 100 metrów. Chyba pierwszy raz z własnej woli podczas dnia. Kiedy dotarłam do salonu była już 16.40. Wchodzę, witam się grzecznie, pytam o Zbigniewa. Zamiast Zbigniewa wychodzi szefowa z miną jakby właśnie miała na fotelu Edytę Górniak z obstawą i mówi. „Zbigniew zajęty jest! Zamknięty w pokoju obok ma na fotelu Edytę Górniak wraz z obstawą! Czesiek! Znaczy czesze! Zbigniewowi nie wolno przeszkadzać! Cztery fryzury ma przeczesać jako próbę do magazynu na sesję z lat czterdziestych” Delirium odeszło mi w sekundę, bo po raz pierwszy nikt mi nie uwierzy dlaczego nie obcięłam tych włosów. Edzia Górniak ukradła mi wurwa fryzjera! Najlepsza wymówka jaką mogłam Se wynaleźć wurwa. Szkoda, że nie Paris Hilton. ![]() Tylko wiecie. Dziś jest poniedziałek wieczór i już zaczyna mnie telepać. Bo jutro o 17.30… Ja piergolę... :/ Redakcja p/s a te sesję Edzi to sobie sami obczajcie. Jakby co to MÓJ fryzjer czesał. skomentuj(9) 2006-08-15... Januaria Mucha Gałka ad.4 Otworek.
Jak mnie obcmokały to tylko ja wiem i moja szczecinka. Szczecinkę też mam. Zaraz obok trąbki mam tom szczecinkę ja. Wiem bo se obejrzałam swój wygląd w beczce. Nie wiem po co ta szczecinka, ale pewnie po coś jest i trochę się zmarchwiłam jak mnie ona zamokła. Spojrzawszy w górę tam na te moją rodzinę po kądzieli już od razu wyjażyłam, że nasza grupa jest bardzo spektakura...uhm....spektaku-la-rna. Spekata-kata... Spekta-ku-la-rność widać było po mięsistych trąbkach, mężnych męskich udach [ o ile mucha może mieć uda. Męskie] i wyrazistym wielokrotnym spojrzeniu. Matka z ciotką gapiły siem na mnie i cmokały więc temi swojemi trąbkami na temi swojemi udami aż nagle jak się nie rzucą na potomka. Czyli na mnie właśnie. Uhm. To dlatego mam tera mokrą tom szczecinkie. No to jak już mnie zmoczyły tak to by było na tyle o mojej rodzinie. W dupe tam. Najpierw składa, potem ślina, potem zjazd. Przesunęłam się lekko w prawo jak najdalej od rozkwaszonego kiwaka. Chmara tych co robiły szu-szu-szu siedziała właśnie na świeżym parującym placku Wieśki i jadła. Uruchomiłam skrzydła, żeby się przewentylować i wysuszyć i gibnęłam do góry w stronę dziury w murze. "Polecę" - myślę sobie mordę wysuszyć i rozejrzeć się nieco. Jak se zamyśliłam, tak zrobiłam. Lecę...lecę... otworek coraz większy a mnie się jakoś coś zacinać zaczyna. Najpierw zacięło mnie się w otworze trąbki a potem lewe oko. Zupełnie niewyraźnie widzę i wyraźnie widzę, że przez to, że niewyraźnie widzę to może z tego być jakiś problem. No to jakem se pomyślała tak mi się w pysk dostało tym minus piętniaście i pół. Obrosłam szronem Mociumpanie jak tem pancerzem com z niego właśnie wyszła i jak nie walnę na glebę. Dobrze, że w słomę, bo nie miałby kto dokończyć o życiu zezowatej Januarii histori :'/ No się wzruszyłam tera. Nikt nie zauważył mojego sos-a. Nawet ja, bom nie zdążyła go nadać. Pizdnęłam w tę słomę jak jakiś człowiek lodu com go oglądnęła na Discovery w swoim czasie ale o tym opowiem potem. Rozmrażałam się normalnie osiem minut. Reszta w tym czasie zdążyła zjeść, wysrać się i przespacerować po krowie w ramach rekreacji. A do zwiedzania miała duży teren. Od zada do nosa. Dodam, że połowa została przy zadzie a druga połowa przy nosie. Ot. Różnice kulinarne. Rozmrażanie przebiegło zgodnie z planem czyli kropelkowo. Leżałam se w spokoju i myślałam, jak za tym otworkiem musi być fajnie i że trza coś wykombinować, coby się od tej obory jak najszybciej uwolnić. Nie żebym nie lubiła zjeść ale... nie chciałam aby całe życie upłynęło mi pod hasłem odbytu. Krowiego czy mojego. Wszystko jedno. Kiedy tak rozmyślałam wsiąkając w źdźbła, do obory zawitał Gienek. Tachał w rękach dwie rzeczy czegoś. Tera juz wiem co to było. To było wiadro. Na mleko. A mleko było od krowy. Mlekiem żywili się wszyscy. Ci co zdążlyli się nie utopić pod Niagarą prosto z cycka, inni też co się zdążyli nie utopić siorbiąc prosto z wiadra. Reszta to byli oblizywacze. Ci co z cycka to se nawet zawody urządzali. Kto kogo szybciej przeleci. Ja pod strzykiem czy mnie strzyk. Ci drudzy leżą tera obok kiwaka. I wiadra. Podniosłam łepetynę i kombinuję. Gienek sapie przy tym wiadrze zupełnie jak w tym wychodku tylko inaczej. Nie takim falsetem. Wiadro w połowie pełne i cuś widzę, że spieszyć się trza. Wykonałam więc ruchy . Rękami, nogami. Wszystko git. Poderwałam się w górę i kołuję. nad łysym. Kłaczki sterczą mu dzielnie naokoło jakby je kto nalepił butaprenem. Czapka Gienka wisi grzecznie na gwoździu. "Nieźle" - myślę sobie - "wlizę do czapki, za zakładkę, Gienek czapkę na łeb i ja razem z tem Gienkiem pojadę. W świat :']" Wzruszyłam się znowu jak nie wiem. Jak obmyśliłam tak zrobiłam. Czapka, głowa, chata. Łysina Gienka grzała mnie przez całą drogę do chałupy. Ciepło mi było, fajowo... Małom nie przysnęła. Kiedy skrzypnęły drzwi, wydłubałam się wszystkimi sześcioma nogami i rękami z wełny i już miałam wylecieć kiedy przed samym nosem Halyna zamknęła mi drzwi od szafy :/ ![]() To mówiłam ja. Januaria Mucha Gałka Orżyny 3 Poland skomentuj(14) 2006-06-13... Januari Mucha Gałka ad.3 - rozważania o percepcji
Perspektywa. Perspektywa może być różna. Miła, niemiła, duża, mała, krzywa i prosta. Ja z tej całj gamy perspektyw wybrałam dla siebie miła, duża i krzywa. Po primo. Kiedy pojawiasz się w oborze na świecie nic milszego spotkac cię nie może, a już kiedy wylęgniesz się blisko krowiego placka to w ogóle. Po secundo duża perspektywa oprócz krowiego placka oznaczała również producenta owego placka czyli krowę Wieśkę. Wieśka była fajna. Nie myła się, mało jadła, dużo srała. Jak dla mnie git! Po tercio krzywa perspektywa. No… Tera będzie zagadka. Czym się różni młoda zezowata mucha od młodej niezezowatej muchy? No? No. Niczym. Zezowata mucha patrzy w oczy niezezowatej i próbuje się skupić na tym co ta druga gada. Jak ma wurwa zeza rozbieżnego tym trudniej. Bo jednym okiem widzi dupę krowy a drugim trąbkę. Mucha bez zeza też ma problem, bo patrzy w oczy muchy zezowatej i nie wie czy ta druga łypie na dupę krowy czy na jej trąbkę. Chyba, że jest to zez zwykły. Wtedy można patrzeć tylko na trąbkę. Centralnie. Bez odchyłów. I tak źle i tak niedobrze. Uświadomiona w ten sposób przez koleżankę niezezowatą co też na Alfredzie się wylęgła, wkurwiłam się ostro, bo mnie normalnie obeszła, oglądnęła z lewej, z prawej, od dołu i się kiwa. Ale zanim zaczęła się kiwać, odbyła małe szu-szu-szu-he-he-he z koleżankami, które właśnie wyszły z Alfa. - Czemu się kiwa? – pytam grzecznie - Nadanżam… - mówi ona i beszczelnie nie patrzy mi w oczy. - A za czym ty nadanżasz? - Za tym stritem. – mówi i łypie obok ( Za jakim wurwa stritem? I co to strit?) Zgłupiałam do reszty i postanowiłam później sama sprawdzic sama co za strit ale nie dałam po sobie poznać, że coś do tyłu z elokwencjizacjom mam. Postanawiałam krótko, bo z góry niczym airbus świata ssaków kopytnych wystrzeliło kopytko, nadepnęło kiwaka od strita i wgniotło go w gnój. Z kiwaka zostały same oczy i nareszcie patrzyły prosto na mnie. Wydałam okrzyk „olaboga!” bo taki mi najbardziej w tem momencie pasował, podniosłam wzrok na wielkie udo i wtedy zobaczyłam Ciotkę Józefę oraz Ciotkę Józefę. Ciotka Józefa odwróciła się do Ciotki Józefy i wrzasła: - Józefa! Popacz no jakie mamy mamy dobre geny! ![]() To mówiłam ja. Januaria Mucha Gałka Orżyny 3 Poland skomentuj(3) 2006-05-18... Januaria Mucha Gałka ad.2 Jak cało i zdrowo przyszedłam na Alfredzie na świat.
Teraz może troche o sobie na początek. Złożono mnie na początku wiosny czyli pod koniec grudnia, w kącie, prosto na Alfreda. Dodam, że Alfreda opłakała cała obora i pół kurnika. Stodoła nie płakała, bo wyżerał proso z wora. Żeby było barwniej można by rzec, że prosto prosto z wora wyżerał Alfred ten. Alfred był głuchy, ślepy i lubił pociupciać. Czasem tak się zagalopował, że za trzy miechy miał czterdziestu potomków, ale to nic w porównaniu z moją matką. Ta jak się spieła tak trzysta jaj jej tyłkiem wyszło naraz. I nie ważne na co. Byleby jechało dobrze. Jak szczur Alfred właśnie. Dostał kopa od Wieśki, która chciała się podrapać kopytem w kolano i nadepnęła Alfreda. Dobra. To może tyle o Alfredzie, bo nie dojdę do larwy. Do larwy doszłam szybko, bo mimo, że Alfred był głuchy, to to proso chyba mu pomogło w tę grudniową wiosnę i był obły lekko. Zjadłam więc kawałek Alfreda, żeby nie umrzeć z głodu i nie zawieść matki. Nudno mi było jak cholera, bo nic tylko się przewalałam z rodziną jak te białe balasy po mięsie, kiwałam tak jak i oni czarnym łebkiem i robiłam miejsce na nowe śniadanie. Alfred chudł w oczach, ale chyba mu to za bardzo nie przeszkadzało, bo nic nie gadał. W końcu Alfred zniknął w gnojówce Wieśki i więcej nie mogę za bardzo opowiedzieć, bo mi się oczy zamgliły, przed ryjkiem wyrosła mi jakaś brązowa kurtyna osłonowa, a potem zaczęło mnie swędzieć. Jakbym miała nogi, to bym się drapała, ale larwa ma tylko ryj i właśnie nie miałam więc… :/ Potem to już bylam tak ściśnięta, że gdybym mogła rzygnąć, to bym chyba całego Alfreda wypluła razem z kościami com ich nie zjadła, bo za twarde były. I wtedy dopiero zaczęło mnie swędzieć. Swędziało na plecach i na gębie oraz niżej. Oślepłam i zaczęłam trzeszczeć w szwach, z boku czułam, że coś mi nie halo i szkoda, że nie mialam w tej skorupie lustra. Bo ja bardzo zainteresowana jestem przemianami wszelakimi. To dlatego tera co jakiś czas wpadam do gospodyni ( tej Halinki znaczy – no tej… od rolki) żeby Discovery pooglądać. Łoj ile tam zza granicy wiadomości. A to gnojarka z Afryki pokażą, a to gza na dupie bawołu. Normalnie zajebiste. Szkoda tylko, że nie robią z tego takiego programu – „Fakty” czy coś. Mogliby nadawać relację z pogoni gnojarków za słoniami albo reportaże „Z kamerą wśród ludzi” Szkoda… Już się zaczęłam przyzwyczajać powoli do tego ścisku, a tu jak mi nie pęknie! Normalnie cała glowa mi wyskoczyła z dziury! Zaśmierdziało ( jak dla kogo MNIAM!) gnojówką, resztkami Alfreda, krową Wieśką, co jej jedzie spod pachy ( bo ją myją przed dojeniem jakimś Ludwikiem czy coś) i wtedy nareszcie poczułam się jak na wolności! W styczniu. Drugiego dokładnie. Wiosenną porą. Stąd mnie Januarią ochrzczono a dlaczego Gałką to już od małego wiadomo było... ![]() To mówiłam ja. Januaria Mucha Gałka Orżyny 3 Poland skomentuj(9) 2006-05-06... Januaria Mucha Gałka ad.1 - Prolog czyli zwiss
Kiedy usłyszałam - „ Halyna! Podaj papiru!” o mało nie powiesiłam się za drugą nogę. W dole jak Panorama Racławicka widniała wielka łysa łepetyna okolona kłaczkami. Kłaczki sterczały sztywno w kierunkach różnych i kiwały się lekko za pomocą przeciągu z otworka. Dodam, że otworek wyciął Gienek raptem tydzień temu, coby się nie zamraczać podczas siedzenia. Otworek wyrżnął z zapałem godnym drwala w Borach Tucholskich, z jęzorem na wierzchu, tępą piłą. Miało być seruszko, jak uzgodnione zostało z Haliną a wyszło coś, co przypominało mi moją świętej pamięci ciotkę Józefę. A raczej to co z niej zostało kiedy Gienek pieprznął ją packą. Najpierw ganiał…ganiał… a potem pieprznął. Taki los... Ciotce rozpłaszczyło się wszystko łącznie z trąbką, oczy z półkulek zrobili się jak plaster miodu ode pszczół a z tyłka wyszło sniadanie. Ciotka przynajmniej miała normalne gały. "Przed" właśnie. Ja mam też normalne, tylko dla innych nienormalne, ale o tym potem. No to wróćmy do ciotki. Pewnie wtedy mu się ta ciotka zakodowała i tera ją wyrżnął w Orżynach orzynianin jeden w ramach reminiscencji podprogowej. Ten Gienek. Dobra. Nie pierwsza i nie ostatnia mucha, przez którą gówno przeleciało jak Niagara. A co to ja miałam…? Aaaa… No wiszę nie? W tym otworku właśnie. Za nogę właśnie i właśnie czekam na przeciąg właśnie. Jakem se wleciała do wychodka dwadzieścia minut temu drzwiami, coby powąchać obiad, tak w ramach zaduszek za ciotkę, chciałam se wylecieć przez jej otwór, tyle, że nie zauważyłam siatki co ją tam sporządził ten z lewego kąta. Gadzina cholerny. Kanibal! Owadzia odmiana papuasa! A przecie w zagrodzie wiadomo! SWOICH ŻREĆ NIE WOLNO! Wolno za to żreć obcych, czyli tych spod czwórki i tych spod dwójki. No a ponieważ pajęczak poszedł se na zaloty i pewnie nie wróci, to se tu zawisłam jak kretynka za czwartą nogę i dyndam. Na szczęście nie po raz pierwszy tak dyndam, więc się nie martwta o mnie tak? Prawą przednią trzymam się za drzazgę, coby się nie zawinąć jak jo-jo przy podmuchach. Tera tylko mnie potrzebny jakiś mocniejszy i się urwę. Obiecałam matce, że przy koniach pomogę. Ta to zawsze mnie musi zagonić! Albo do obory, albo do stodoły! Zero wyrozumiałości właśnie. Dla niej kupa jest kupa! Profanacja mości Państwo! Normalnie porównanie BigMacka do beszamela! Iiiitam… Ten z lewego rogu to już trzeci w tym roku. Dwaj poprzedni wiszą w oborze obok żony. A tacy byli hejże hola łojdadana! Jak se te gały czyścili przed amorami! Jeden to nawet wypolerował se glace o papier toaletowy. I co? Tylko wlazł na belkę a już go tłusta przypięła w worku „najesień” Tera to już musze kończyć, bo właśnie zobaczyłam, że Halina wyszła z chałupy i leci z rolką. Muszę się mentalnie przygotować więc właśnie do odczepu. Jak się urwa to napisza o Orżynach nr.3 - to dla tych głupków co się nie zorientowały w adresie właśnie… No... ![]() skomentuj(11) 2006-03-18... Pani Matki przypadki
Dawczyni Życia zwana dalej Panią Matką Redakcji dała dzisiaj po prostu...nie wiem jak to ująć. Zacznijmy od tego, że Dawczyni nosi mocne google. Google na tyle mocne, że w tych googlach spędza cały czas. Poza oczywiście spaniem. Jak zwykle w wolną sobotę Pani Matka była zajęta pracą, ponieważ dugą cechą Pani Matki jest nieustanna praca. Pani Matka spędza swe życie wśród podatków i kont finansowo księgowych a Jej ulubioną lekturą są żółte strony Rzeczpospolitej, gdzie znajduje fascynujące zmiany w prawie polskim podatkowym. No więc dzisiaj jak zwykle wieczorem relaksowała się przy cyferkach, kiedy do ich mieszkania wparowała niejaka Redakcja. Wizyty moje są zawsze nieoczekiwane, ale to co jest ZAWSZE pewne, to to, że Pani Matka się właśnie uczy nowych przepisów albo coś w tym stylu. I rzeczywiście. Wyszły na mnie przekrwione gały Pani Matki. Z góry w podskokach spadło dziewcze przecudnej urody - moja siostra. I tak zaczęłyśmy wymieniać uprzejmości we trzy. W pewnej chwili Dawczyni Życia zbliżyła do mnie swą podobną-jakże-do-mojej-za-20-lat-twarz i wrzasnęła: - O Jezu! Oślepłam! Nic nie widzę! Zgłupiałyśmy ze siostrą jak dwa pniaki i czekamy na rozwój sytuacji. Pani Matka wytrzeszcza na mnie czerwone oczęta aż miło. Tylko czekam aż jej strzelą i wylądują na moim czole. W sumie to nie wiem, czy oślepła przeze mnie czy co? Najmłodsza rezolutnie zagaja: - Pani Matko.. A może Pani Matka ma brudne okulary? - Może mam. A sprawdź no... - mówi Pani matka i podsuwa bryle wraz z twarzą w stronę mojej siostry. Wtedy Siostra wyciągnęła paluch wskazujący celem usunięcia z prawej szybki okularowej Pani Matki zanieczyszczeń potencjalnych. I może tutaj zakończę tę historię, bo resztę sobie sami dopowiedzcie. Dawczyni Życia biegnąc do drzwi zgubiła na dywanie szkło od googla. Dzięki temu osłabła o jakieś 6 dioptrii a Najmłodsza o mało nie wydłubała jej oka Zajebista sobota! Nie ma co! Ale to u nas rodzinne, więc się przyzwyczaiłam :/ Redakcja skomentuj(9) 2006-03-04... Drzemka czyli rozważania o bezrobociu
Dzisiaj będzie historia sprzed kilku godzin. Ale gwoli wstępu napomknę, że Ukrainą pojadę. Piątek jest dla Redakcji czasem rozstania z ukochaną robotą, wyciągnięciem mnie siłą zza biurka, oderwaniem mych szponów od telefonu, łkaniem w windzie, bo już nawet jak zadzwonię to moi Klienci poszli do domu i nie mogę im nic sprzedać. Taka praca. A że i Redakcja nienormalna tak i powinna zamieszkać w biurowcu klasy A na piątym, jeść zupki z torebki i przykleić se kończynę na kropelkę do słuchawki. Ale nie mogę więc... musze opowiedzieć co czasem się dzieje po pracy. Po pracy w piątek zazwyczaj padam na pysk około 17.00 i składam zwłoki na 2 godziny, bo a nóż pójdę wieczorem na imprezę, albo będę chciała jakiegoś sławnego osobnika opisać na tym drugim blogu co go Lulia Matulek prowadzi głównie. Takoż i dzisiaj dojechałam na chatę, wyskoczyłam ze wszystkiego prawie co go miałam ubranego na golasa zostając we skarpetach, wsadziłam kotu w pysk pożywienie i padam. Już własnie padam, kiedy dostałam decybelem w ucho. Domofon rozdarł się szeroko i długo aż mi stanęły. Włoski na rękach. Rzuciłam się tajniakiem do balkonu co wychodzi na przedbramę. Przed bramą stoi jakiś gość. Pierwszy raz go widzę. Wydzwania aż miło. Nałożyłam na golasa ciuchy co je przed chwilą z golasa zdjęłam, bo głupio wyjść w marcu na dwór w samych skarpetach. Włochy miałam w nieładzie plus jakieś rzeczy w nich spinki czy coś, zupełnie asymetrycznie, żebym sobie tej spinki nie wbiła w oko jak będę drzemać bo może wieczorem coś porobię. Podchodzę normalnie do furtki. Facet czai się jakby chciał zrobic podkop albo pozbierać ziemniaki. Na betonie byłoby trudno. Kiedy podeszłam do klamki, zawirował w powietrzu akcent braci zza Oki, czyli Rosjanie przyszli po moje zarobki. - Dień dobri. Ci mozie Pani mnie dać jakieś piniondzy? - Dziń dobry. Ni mogę. Ni wiem czy Pan nie zbira na wódkę - zagajam trochę zaciągając wschodnio, żeby Panu było miło - I to śkoda, a czy praca? Mozi śniega ja odgarniu? Patrzę na skorupę co ją mam po bokach i wokoło a oczami wyobraźni widzę Saszę jak kilofem skuwa mi trawniki. - Nie dziękuju! Spasiba! Teraz zamarzło, ale jak będzie padać śnieg, to niech Pan przyjdzie odgarnąć podjazd da? Sąsiad zza Oki popatrzył na mnie a potem otworzył usta. No to jak otworzył usta to aż się cofnęłam. Oślepiona bogactwem twórczości dentystycznej, która mieniła się wszystkimi kolorami złotego ze srebrnym. - O... - wymkło mi się - Pan to chyba z Ukrainy przyjechał tak? - Łoj tak! A Pani widzę, że też Ukrainka! - Ja?!!! - No ma Pani na przodzie srebrnego zęba! Łojezu... O małom nie połknęła gębnego kolczyka ... Toż ja dopiero dzięki Saszy zrozumiała, że przebity język nie zawsze trendi i dżezzi być musi. Zwłaszcza na Ukrainie,Rusi i Białorusi. A ja się dziwię, że jak gadam z kimś w jakimś klubie to ona zamiast patrzeć mnie w oczy patrzy mi w może-platynowe-zęby... Tera już wiem dlaczego :/ Redakcja skomentuj(5) 2006-02-25... E :/
Polacy są narodem wyjątkowym. Na codzień podzielonym jak diabli, patrzącym tylko na swoje dupsko. Tak około 2 metrów around. Interesuje nas tylko nasza praca, nasza kasa, serial i kiełbasa, dobre bzykanko, długie spanko. W dupie mamy dobro wspólne, narzekamy na rząd, który sami wybraliśmy, wkurwia nas to, że brat prezydenta jest gejem chociaż wszyscy na ten temat milczą ( w tym Redakcja oczywiście ja tu nic nie napisałam tylko ktoś mi się włamał na stronę) a Najwyższy Prezydent zamiast publicznie potępić rodzinę, wyżywa się na tych, którzy chcą zamanifestować swoją inność. Kolejną cechę, którą my - Polacy uwielbiamy gnieść i tłamsić. Uwielbiamy też kiedy coś się dzieje. Dobre, czy niedobre. Nie ważne. Żeby było głośno - ważne. Wesoło jest zwłaszcza kiedy coś walnie. Mimo, że zanim walnie, wszyscy wiedzą, że powinni byli coś zrobić, tylko im się nie chciało, albo ktoś ich nie przypilnował. No a jak wszyscy wiemy. KIEDY POLAKA NIKT NIE PILNUJE, Polak postara się wykonać minimum. Ot takie, żeby go z roboty nie wypierdolili. Dlatego osłabia mnie podnoszenie alarmów po zawaleniu się hali w Katowicach, osłabia mnie podnoszenie alarmu po pożarze sali, gdzie ludzie mieli pozamykane wszystkie wyjścia awaryjne, wkurza mnie kiedy rząd rzuca nam ochłap pod tytułem becikowe zamiast pomyśleć jak obywatel, któremu becikowe przepije ojciec pijak będzie sobie radził w społeczeństwie przez kolejne 20 lat. Ktoś zaraz się obruszy. Jak Redakcja może być tak nieczuła na ludzką krzywdę! Mogę wurwa. I będę. Ale nie na ludzką krzywdę a na ludzką głupotę, która do tej krzywdy doprowadziła. I na HURA-ZRYW, który już od lat wielu doprowadza mnie do szału. Najlepszym przykładem spontaniczny koncert na ruinach hali katowickiej. Artyści za darmo będą deptać po resztkach zwłok, bo tak bardzo chcą zamanifestować swoją empatię. Dupa nie empatia. Empatią byłoby to, gdyby zorganizowano koncert zawczasu. I na tym koncercie ktoś mądry zagadałby, że zbierają kasę dla cieci, którzy tej kasy nie mają na odśnieżenie dachu. Bo ciecie muszą zapłacić za zdjemowanie Matki Natury Śniegu Królowej z własnej kieszeni. Malusieńki przykład. Głupotka. Przecież dlatego czyścimy kominy. Żeby cały blok obudził się rano do roboty. I dlatego najpierw za własne przygotujemy sprzęt dla maluchów po Wielkiej Orkiestrze. Bo ludziom trzeba dać wędkę a nie rybę. Ryba albo szybko zdechnie, albo ją zjedzą albo ktoś ukradnie. jak to u Polaków bywa. Czego wam nie życzę. Redakcja skomentuj(8) 2006-02-09... Czerwony Leaurek
Jak zwykle za rzadko udałam się ostatnio do Wielkiej Dawczyni Życia. Babuchna uchachana jak dzidzia wpakowała mi przez otwór gębowy do jelit kartofle, mięso, ciasto. Przełkłam. Bekłam i zagaiłam, bo chciałam wybadać front. - Babciu... A co babcia sądzi o Radiu Maryja? Bo wiem, że babcia słucha... ten tego ten... - Oj słucham córeńko... słucham... Jakem se ustawiła cztery lata temu tak i leci bo ja się boję temi gałkami kręcić. Jeszcze radio popsuję... "Cholera niedobrze..." - myślę sobie rezolutnie i zagajam znowu - A co Babcia o tych moherowych beretach sądzi? - Oj córeńko mam ja ci tych beretów dosyć! Teraz ja ucieszyłam się jak dzidzia, że Babcia Jedyna nie nosi się modnie. - ... dosyć! Całą szafę! - tu opadła mi kopara a Babunia rzuciła się szczupakiem do szafy ze sklejki, otworzyła wrota i zaczęła wyciągać kolorowe placki. No to jak zaczęła wyciągać te placki, to zaczęła mi je na głowę pchać. Wyprowadziła mnie do przedpokoju i zrobiła ze mnie manekina. Łypnęłam niepewnie w okno na trzydziestoletnią firankę w moim wieku. Za oknem nikogo nie było. W sumie to nawet dobrze, bo jakby ktoś był za oknem na wysokości drugiego piętra, to dopiero bym się speszyła. No to Babcia zaczyna mnie te berety na głowie układać. W mgnieniu oka przeleciało mi przed oczami całe zgromadzenie Maryjne wraz z odłamami. Aż Babcia trafiła na czarny-moherowy-z-antenką. Włożyła mi głowę do środka, przekrzywiła na bok, obciągnęła antenkę i sapnęła - Ten! Ten jest dla ciebie! Wyciągnęłam z rzeszy beretów jakiś zielony co wyglądał jak krowia kupa i se nakładam. - A ten? Babcia puknęła mnie beret, który niczym korek zsunął mi się na oczy i opadł flakiem - No... - mruknęłam - za duży jest... - Jest za duży, bo ja mam wielki łeb! - wrzasnęła Babcia a ja serdecznie dziękuję moim przodkom, bo wiem już po kim TO mam. Jak kto nie wie CO to niech wyjdzie i nie wraca Obiecuję! Będę nosić czarny! Zakładam go jutro do roboty. Bedę wyglądac jak francuski łącznik szpiegujący dla Polski. Przynajmniej narodowo, rodzinnie, tradycyjnie i jak zobaczę te rozdziawione gęby w robocie tak im mam nadzieję zostanie na wieki wieków amen. skomentuj(11) 2006-01-25... Lea Demolka wspomina dzieciństwo ad.24
Zima, zima :/ Choroba, glut i lód. No właśnie. Lód. Dzisiaj będzie właśnie o właściwościach organoleptycznych lodu. Rosyjsko-polskich. Uczęszczałam ja Mociumpanie do szkoły. Jak każdy pod przymusem w tym kraju ludzi wolnych od 18 roku życia. Podstawówka stała jak stoi, tylko była młodsza. Ja też. Przypowieść działa się w roku 1984, kiedy trzecioklasista Redakcja zapychała w bardzo srogą zimę powiewając glutem długości węża boa. Zapychałam przez zaspy i śniegi trzeszcząc szczerbami między szczękającymi szczękami. Obok szkoły mieścił się piękny budynek, gdzie czasem mieszkał ambasador ZSRR. Tak go umiejscowili normalnie. Obok nieletnich Polaków. Przyszłości naszej Ojczyzny. Dom ambasadora okalało kute ogrodzenie wykończone złotymi strzałkami. Do tego po raz pierwszy widziałam tam domofon. Koledzy Redakcji znajdowali sadystyczne ujście pary w nacieraniu naszych gęb śniegiem brudnym, z ulicy zebranym, a zwłaszcza wtedy, kiedy z nosami jak gaśnice czerwonymi wracałyśmy z WF-u mokre po kolana. Od razu zaznaczam, że mokre od dołu po kolana a nie od pasa po kolana. Tego dnia po szkole wlazłam na grupę znaną mi z owych praktyk. O dziwo grupa stała przy balustradzie radzieckiej robiąc pikietę. Strażnicy, którzy sztywnieli w budce na rogu, patrzyli smętnie na gnoi nie reagując na nielegalną pikietę. Może dlatego, że ambasador pojechał sobie w cholerę do Moskwy lub za Ural napić się wódki. Tłumek gęsty, gęstniał coraz to bardziej. Ponieważ zawsze muszę wiedzieć o co chodzi, zwłaszcza wtedy kiedy nie wiadomo o co chodzi, wydłubałam sobie dziurę w ludziach i dostałam się w środek akcji "Język" Kolega Malinoski razem z Kolegą Wilczakiem lizali sztachety. Po co wtedy nie wiedziałam. A jak czegoś nie wiem, to pytam. No więc pytam: " Kolego Malinoski, Kolego Wilczak, a czemu wy liżecie te sztachety?" " Przylepiamy się na czas" - odpowiedział Kolega Wilczak. "Założyliśmy się o hacele kto dłużej wytrzyma" Teraz przerwa reminiscencyjna. Hacele chciał każdy mieć. Kto nie wie co to hacel, niech sobie znajdzie konia, złapie go za kopyto i zapyta dlaczego już ich nie używa. Grało się nimi w podrzucanego-zbieranego na punkty. Oprócz tego ten, kto miał najwięcej haceli miał najwięcej kolegów. Ja do tej pory miałam cztery, ale chciałam więcej. Pytam więc grzecznie o ile haceli założyli się koledzy? A o sześć. Świeczki stanęły mi w oczach, bo już wyobraźnia zrobiła swoje, byłam popularna i miałam dziecięć haceli. No mówię wam. Jak ja się zamachnęłam tym łbem. Jak ja mówię wam wywaliłam ten jęzor. Jak ja mówię wam polizałam ten produkt polski dla Rosji. Od samego dołu do mniej więcej metra dwudziestu miałam zamiar. Tak około 80 centymetra utknęłam razem z moim niehigienicznym językiem i przylepiłam się do żelaza. No i wtedy się zaczęło. Sto sposobów na oderwanie Redakcji od terytorium obcego Państwa. Ponieważ darłam się jak kotka w marcu, po 20 minutach z domu ambasadora wyleciała jakaś baba. Baba zaczęła na nas wrzeszczeć po rosyjsku i próbowała mnie siłą od tego płotu oderwać. Ja nie wiem jak to wyglądało z boku, ale chyba dosyć srogo, bo jeden ze strażników chrzęszcząc podszedł do nas, żeby nas zganić. Mogli mnie ganić i w 10 osób, ale to na nic, jak mogłam przypuszczać, bo z mięśnia poszła mi już posoka. ![]() I może teraz puenta Najlepszym sposobem na rozpędzenie manify jest woda z samowara Z wyrazami Redakcja skomentuj(10) 2005-12-30... Krecik i jego...
Wczoraj dzieci dowiedziały się, że zwierzęta mają przemianę materii. W ramach tej przemiany jedno z nich narobiło kretowi na głowę. To znaczy nie dziecko narobiło, tylko zwierze. Temu kretu. Dosłownie. Krecik wkurwiony jak Aleksander Wielki rusza na krucjatę do lasu i sprawdza które stworzenie boskie oddało mu ową przysługę. Zagląda im pod ogony, słucha odgłosów przy, wącha i sprawdza kształty. A wszystko dzieje się w książeczce dedykowanej Klonom 3-7 lat. Joł! Dzieci z wypiekami na twarzy wypytują więc spłonione matki dlaczego krowa robi placka a świnia pączka, dlaczego jedna kupa jest duża a druga mała i dlaczego dzieci nie robią bobków jak zajączek tylko w majtki. Kłócili się o tą książkę aż 1,5 godziny na TVN24 – nie wspominając o cogodzinnych serwisach. Skandal! – krzyczały Berety! Wolność słowa! Edukacja! – krzyczeli Czerwono-Zieloni. Najlepsza była puenta wygłoszona przez wychudzoną propagatorkę zdrowego trybu życia. „ Książka ta zmusza do myślenia. Dzięki tej książce całą rodziną możemy sobie urządzić wypad do lasu i po śladach zwierząt tropic je…tropić…tropić…” Siać…siać…siać… - jakby powiedział Ojciec Rydzyk. Tylko co jeśli Jasiek się za bardzo zapędzi w tym tropieniu i podejdzie za blisko do byka? Albo stanie temu koniu pod ogonem czekając na pączka? Albo wpadnie do łazienki podczas gdy jego tata właśnie będzie na Małysza sięgał po papier toaletowy? Z drugiej strony… Może starszy już Jasiek zacznie zauważać, że jego Azor narobił na chodnik i tknięty wspomnieniem z dzieciństwa podniesie to gówno, zawinie w papirka i wyrzuci do kosza ![]() Czego Wam, Jaśkowi oraz psu i wszystkim wędrowcom chodnikowym życzę Z wyrazami Redakcja skomentuj(0) 2005-12-13... Śledzik lubi pływać
Dzisiaj poruszymy temat "śledzika". Śledzik występuje obecnie bardzo powszechnie a swym zasięgiem obejmuje coraz więcej firm. Kiedyś był goździk. Dzisiaj jest śledzik. Śledzik odznacza się godziną wolnego w czasie pracy lub zostaniem po godzinach. Czasem bowiem śledzika urządza się za piętnaście szesnasta. Zadaniem śledzika jest integracja niezintergrowanych, pokazanie ukrytych, obgadaniem nieobgadanych, wręczeniem laurów nieodznaczonym, nażarciem się cateringiem, sraczką w kiblu i mandacikiem, bo śledzik lubi pływać. Choćby w szampanie. Śledzik zawsze był i będzie dla mnie katorgą. Tłumy napalonych samców mają bowiem za zadanie rzucać się "spontanicznie" na ciebie ze swoją gębą celem odbycia potrójnego liźnięcia . Po 5 minutach masz na mordzie plamy, lepisz się od śliny, pachniesz jak perfumeria lub dezodorant spod pachy z lat 80-tych, a na pysku wyraz :/ Oznacza to, że się zupełnie nia nadajesz na śledzika. Na śledziku obowiązują pewne schematy. Spotkanie zaczyna zwykle asystentka Dyrektora Wielkiego ( która zarabia za dużo) , piszcząc z kąta i wyciągając zza pana Edwarda z księgowości swoje suche palce trzymające opłatki. Zza Edwarda widac tylko dwie chude machające hostią charpie umalowane na czerwono, które krzykiem próbują wszystkich przywołać do porządku. Pan Edward stoi spokojnie, bo jest półgłuchy, ale jest dobrym księgowym. Dlatego zarabia za mało. Kiedy w końcu udaje jej się przedrzeć w swojej kiecce na środek sali i wypluć jakiś wstęp typu " Mamy za mało opłatków, ale są jaja w majonezie, więc się podzielcie", chołota rzuca się w swoich krawatach w stronę kątów, chowa się za krzesłami, lub za kolegami z magazynu, bo są najwyźsi. Koledzy z magazynu muszą więc zacząć łamanie. Po 5 minutach opłatek jest już w jelicie grubym magazyniera, jego kolegi z logistyki, kierowcy-dostawcy, Pani Marty z kadr, która nie zdązyła spierdolić, asystentki, bo to ona wręczała i paru innych cichociemnych co ich wypchnięto na środek. Śledź zaczyna się w momencie kiedy marketing rzuca się na kubeł z barszczem dzierżąc plastykowe miski. I tutaj odwrotność. Czyli duży może więcej. Duży wynosi ze stołu kubek z szampanem, krokieta, pieroga, ciasto drożdżowe polane barszczem oraz majonez zmieszany z pomarańczami z dodatkiem winogron, średni nadzienie od krokieta, pół kubka szampana, ciasto drożdżowe polane barszczem oraz natkę pietruszki z jaj a do tego łysą łodygę winogrona z jedną smętnie zwisającą rozklapcianą kulką, a mali zaspokajają się naocznie oraz herbatą ekspresową co ją sami zrobili w kuchni. Każdy stara się zachować pozory profesjonalizmu, tak, że zaczynają się rozmowy o życiu, pracy, budżetach, planach i kobietach. Integrować mają się wszyscy ze wszystkimi. Na przykład Pan Tadeusz z działu serwisu może porozmawiac z Panią Felicją z księgowości o wysiewaniu rzodkiewki. Pani Felicja może z kolei porozmawiać z Panem Longinem z magazynu o logistycznym planowaniu architektury krajobrazu półkowego w oparciu o przyjęte normy europejskie, co niebywale jasno wyjasni im obojgu Roman z logistyki. Może i wyjaśni, ale akurat rozmawia z asystenką Dyrektowa Wielkiego o przewadze podkładów beeztłuszczowych nad tymi z olejkami i ich wpływie na cerę pań po 40-tce. Tak zintegrowani, bełkocząc na tematy integracyjne, pracownicy opuszczają z wyraźnym smutkiem salę konferencyjną lub gdzie tam tego sledzia topili i wracają do swoich pokoi lub boksów w open space, żeby powyłączac komputery. Teraz aby do jajka, ale ze mną to radzę rozmawiać o dupach. Temat łatwy, przyjemny, ogólnodostępny, bo każdy dupę ma. Jak nie swoją, to cudzą, ale o tym raczej po wódce i na wyjazdach integracyjnych a nie przy kopiarce kiedy wysysasz majonez z mandarynki. Z wyrazami Redakcja skomentuj(0) 2005-12-09... The whole hole
Każdy prawdziwy polski kierowca to kaskader. Nie mówiąc o samochodach, którym powinny zostać przyznane indywidualne dotacje na dofinansowanie urwanych zawieszeń. Po pierwsze polski kaskader kierowca musi pilnować kołpaków. Kołpak taki ma dwa sposoby na opuszczenie naszego wesołego samochodu. Sposób pierwszy polega na zaparkowaniu w garazu podziemnym w Galerii Mokotów i pójsciu na zakupy. Po powrocie możemy sobie wtedy obwąchać łyse felgi a awet polizać śrubkę. Sposób drugi polega na wyjechaniu naszym wesołym autem na wesołe i przeradosne ulice naszej jakże wesołej stolicy. Na przykład ulicą, którą możecie znaleźć od strony 34 do strony 39 w atlasie Warszawy. Wybór zależy od was. Otwierasz Pan, wtykasz palca obślinionego, żeby zrobić plamę. Potem odczytujesz pan to co jest pod plamą, jedziesz, wracasz, wąchasz łysą felgę, liżesz śrubkę i gotowe. Jesteś przygotowany do dotacji. Ponieważ właśnie teraz trzeba o te dotacje normalnie się ubiegać, Mun Lea chciałaby własnie zgłosić taki projekt. Można? Nie można... (cholera jasna wiedziałam :/) Ale. Nie tylko u nas istnieje problem wesołych i radosnych dziur. I nie mówię tu o dziurach innych niż drogowe. Nasi bracia zza zachodniej granicy znaleźli sposób. Zawiązawszy Niemiecki Komitet do Spraw Dziur w Jezdniach i Chodnikach wpadli na pomysł prosty acz genialny. Zamiast dzwonić na policję w kwestii urwanego koła, złamanej nogi, zgubionego kołpaka i zmuszania ich do lizania łysych śrubek na felgach - ganiają po ulicach Rajchu i w każdej dziurze w jezdni sadzą kwiatki lub drzewka. Normalnie bieresz Pan taką dziurę, sypiesz ziemię i sadzisz bratka lub brzóskie. Po primo. Ziemia jest nasza planetą i ją kochamy, więc więcej chlorofilu sie przyda. Po secundo. Pan Adolf Gebels bedzie mógł ominąć swoją Beemką brata mniejszego i dziurę przy okazji, bo zobaczy ją z daleka. Przenosząc ten przykład do Polski, ulice i chodniki zamieniły by się w dżunglę lub dasz-bór oraz ogród saski a znając Polaków, bardziej wolelibyśmy zrobic do takiej dziury kupę albo zasadzić w niej marihuanę. Wtedy problemem zainteresowałyby się nie tylko gliny, ale również Ministerstwo Zdrowia, służby oczyszczania miasta, Liga Polskich Rodzin i Moherowe Berety, którym pod nogami plątaliby się naćpani licealiści-zbieracze a poza tym śmierdziałyby im buty. Taki los... ![]() Ja tam bym zasadziła palmy... Z wyrazami Redakcja skomentuj(0) 2005-12-06... :/
Nie było mnie Drogie Dzieci przez moment. Mieliście zatem okazję obejrzeć sobie larwę. Ponieważ larwa znudziła się i właśnie dynda w rogu celem ekstremalnej metamorfozy, Państwo pozwolą, że się przed inauguracją nowej notki walnę w pysk, potem setę, no a potem mogę wracać. Otóż. Życie, życie jest nowelą. W moim przypadku nowelką. Eseikiem. Przyśpiewką i zwrotką, refrenem walącym w łeb rifami. Kurewskim zbiegiem okoliczności niezbyt pomyślnych, które mnie ostatnimi czasy dopadły. Stawiwszy im czoła pogrążyłam się jak zwykle w depresji, nostalgii i chaosie, dłubaniu w głowie, w dupie, w przeszłości i przyszłości. Udało mi się wydobyć jednak w pełni sił i chęci do tworzenia twórczości własnej jako i widzita na niezałączonym glizdy obrazku. Glizda jest na tyle zajebista, że chyba ją gdzieś tu wlepię ku pamięci. Dajcie mi jeszcze trochę czasu na przetwornik pomysłów głowowy i przypomnienie sobie po co ta strona i jak długo istnieje, jak tu było hejże-hola-łodadana-wesoło i że potrafię pisać o czymś więcej niż celebrities, o których nie potrafię pisać, ale Lulia Matulkowa mi dzielnie pomaga. Donosi mi prozac, który żuję wieczorami. Może dlatego ta przerwa. I Redakcja bredzi jak ewenement w swojej anomalii. Bo przecież anomalie są najbardziejinteresujoncejsze Nie? No... skomentuj(0) 2005-11-17... Ogól się babo, czyli rzecz o urodzie ad.4
Jak zwykle na początek reminiscencja... ![]() i część trzecia gdzie rysunku nie było, za to było duzo zwierząt. No to gwoli kontynuacji... ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Zastanawiałam się jak szybko można było no wiecie… w tamtych czasach. Kiedy od pasa w dół byłaś wyposażona w pantalony, cztery halki, fiszbinę z kłów walenia czy innego tam zwierza, poduszkę na dupę i oczywiście kiecę wielkości Wrocławia. Przecie nawet teraz są problemy, żeby stojąc w korku nie siknąć w jeansy a co dopiero w takim zamku, gdzie kibel znajdował się pół kilometra od komnaty. Taka królowa na przykład. Ubrana od stóp do głów w dwadzieścia kilogramów wymienionych wcześniej kiecek i halek i nagle jej się zachce. No… tutaj jeszcze można by na przykład wywiercić dziurę w tronie i nawet jak siedziala przy stole to mogła se podwinąć te kobierce i kilimy oraz dyamenta, zrobić co miała zrobić. Pod stołem przeczołgałby się jakiś hrabia albo baron co chcial się podlizać, zabrał nocnik i wylał za okno do fosy. Móglby tez zarobić sto dukatów sprzedając siuśki Królowej na targowisku za tą właśnie fosą. Co jednak kiedy zachciało się Królowej coś cięższego? Czy wypadałoby chlupnąć w nocnik podczas kolacji? Trzymając w zębach udo bażanta? Tja… Myślę, że to był jeden z powodów, dla których kobiety zrzuciły z siebie osiem spódnic. Po prostu miały dwa wyjścia. Albo narobić w majty, albo założyc pod spód majty hip-hipowca. Takie z krokiem w okolicy kolan. Wtedy w takich majtach umieszczałoby się pojemniczek awaryjny, gdzie zanim by dobiegła jedna z drugą do tego wychodka, mogłaby sobie wykonać zaliczkę. Jak wszyscy wiemy, bardzo niewygodnie jest jednak biegać z pojemnikiem miedzy nogami, nie mówiąc o trafieniu do niego tak, aby nikt się nie domyślił, więc to był chyba przełom. Tak więc kobiety zrzuciły kilka warstw kiecek i pojechały po rycerzach, parobkach, mężach, ojcach i braciach, aby im konieczkie zamontowali te wychodki. Jak widać, zamontowali im te wychodki, a nawet lepiej! W takim Londynie udało się nawet stworzyć pierwszą w Europie kanalizację. To, że po pół roku wybiła i szambo przez dwa miesiące unosiło się na wysokość drugiego piętra to nic! Ważne, że kible były i to blisko. Tamiza do tej pory śmierdzi, ale to chyba nie przez to. Zresztą. Wisła też śmierdzi. I Odra i Warta i nawet. I kanałek Wilanowski. Kiedy zaczęła się era spódnic nad kostki i jednej pary gaci, wyzwolone kobiety nareszcie poczuły się dobrze. Pewnie dlatego zaczęły popalać po kątach cygara i umawiać się ze sobą na randki. Co mnie niepomiernie cieszy. Z wyrazami Redakcja Chlup! (6) skomentuj(6)
|
|